To będą drugie wybory prezydenckie w USA, w których będę głosować jako szczęśliwa posiadaczka amerykańskiego paszportu (piszę to bez śladu ironii, bo moje miejsce jest tutaj, a nie w Polsce). O ile jednak cztery lata temu ten blog aż kipiał od tekstów na temat wyborów, to w tym roku postanowiłam sprawę przesiedzieć, a może raczej – przemilczeć.
Nie dlatego, że zmieniłam zdanie. Wręcz przeciwnie – cztery lata temu głosowałam na Obamę, i w tym roku mam zamiar zrobić dokładnie to samo, bez większych wątpliwości, że głosuję na właściwego kandydata, niezależnie od tego, jak wieją sondażowe wiatry – zresztą jak przystało na Salon Nowojorski, bo prawdopodobieństwo, że w naszym stanie wygra Barack Obama, w chwili obecnej wynosi marne 100%.
(więcej…)



Wczoraj byliśmy na koncercie Basi w „BB King’s Blues Club & Grill” na 42 Ulicy. Przyszliśmy godzinę przed koncertem, który miał się zacząć o ósmej wieczorem, a knajpa była już napakowana po brzegi. Rada na przyszłość – na imprezy bez numerowanych miejsc należy przychodzić najwcześniej, jak się tylko da i wczoraj powinniśmy byli przyjść nie godzinę, ale dwie godziny wcześniej. Ale mniejsza o to, bo klub chociaż wielki, jest jednak klubem, a nie salą koncertową, więc scenę można było oglądać ze stosunkowo niewielkiej odległości nawet jeśli dostało się średnio dobre miejsca, tak jak my.