Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Kultura’ Category

Gdzie byłam, jak mnie nie było? Ano, w wielu super ciekawych miejscach po tej lepszej, czyli europejskiej, stronie Oceanu. Od wielu lat swoje skromne amerykańskie urlopy konsekwentnie spędzam w Polsce – chroniczny problem nie do końca odciętej polskiej pępowiny zapewne – ewentualnie w miejscach, które można odwiedzić w drodze do Polski (w Paryżu, Londynie, Sztokholmie). Wychodzi więc na to, że wszystkie drogi prowadzą do Łodzi, lub dalej na zachód czyli do samego Sieradza. Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu / Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu…

Wróciłam do Stanów jakiś miesiąc temu, ale nie pisałam, bo mi się nie chciało, albo dokładniej – bo nie miałam siły. Trudno jest kogokolwiek przekonać, że rzecz, o której zaraz napiszę, nie jest tylko wymysłem osobników cierpiących na pospolite lenistwo. Oto człek budzi się rano i czuje się tak, jakby po nim walec przejechał. Tak i jeszcze pięć razy gorzej. Niewiele pomaga to, że śpi 10 godzin na dobę i nie robi nic poza rzeczami absolutnie niezbędnymi do życia. Nie da się tego opisać słowem „zmęczenie”, bo to trochę tak tak, jakby tsunami określić mianem fali.

Mam na myśli chroniczne zmęczenie (chronic fatigue) spowodowane chemią lub radioterapią, albo kombinacją jednego i drugiego. Nawet jeśli od terapii minęło killka lat, „to” nagle zwala się na głowę w najmniej oczekiwanym momencie i całkowicie paraliżuje życie. Trwa tydzień albo miesiąc, po czym mija tak samo szybko, jak się pojawiło. A potem jest kilka tygodni (albo daj Boże miesięcy) spokoju – aż do następnego epizodu. Sprawa została szeroko opisana w wielu czasopismach medycznych, ale lekarstwa póki co nie znaleziono, więc jedyne, co pozostaje, to po prostu przeczekać, przespać, przeleżeć.

Tyle tytułem wyjaśnień, teraz czas na obiecaną dawno temu kontynuację opisu mniej lub bardziej optymistycznych wrażeń z Polski.

Polskie drogi
Polska jest krajem psów konających przy trasach szybkiego ruchu. Nie mogę sobie wybić z głowy obrazu potrąconego przez samochód kundla, który dogorywał przy trasie Łódź-Warszawa. Widziałam go tylko kątem oka, nie dłużej niż przez sekundę, ale wystarczyło. Otwarte zlamanie, psia mordka skrzywiona w bólu nie do wytrzymania. Jeszcze żył, na swoje nieszczęście chyba, ale pozostałe tego typu przypadki to po prostu kupa krwawego futra, która kiedyś była czyimś psem albo kotem. Tego typu scen widziałam dużo, zdecydowanie za dużo jak na cywilizowany kraj w centrum Europy.

Dlaczego Polacy nie przyswoili sobie zwyczaju zamykania furtek i bram, przynajmniej wtedy, kiedy mieszkają przy ruchliwych drogach i mają w domu zwierzaki? Polecam lekturę Małego Księcia, może przypomni komuś, że „jest się odpowiedzialnym za to, co się oswoiło”. Bo w Polsce po prostu wzrusza się ramionami i mówi, że „samochód psa mi przejechał, bo wiesz, u nas coraz większy ruch.” Tak jakby to obowiązkiem psa było uważanie na ruch uliczny i przechodzenie przez jezdnię na przejściu dla pieszych.

Zresztą w Polsce do stworzeń oswojonych, które napotkać można przy drogach szybkiego ruchu, a za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności, należą nie tylko rozjechane psy i koty. Są też mówiące z akcentem i zdecydowanie zbyt mocno opalone dziewczyny w wieku od lat 15 do – no właśnie, kto to wie jakiego?

W mieście Łodzi
Prababka Rozalia o Łodzi nigdy nie mówiła inaczej niż „miasto Łódź”. Nigdy nie jeździła do Łodzi, zawsze – do „miasta Łodzi”. Koszyki pełne jajek, masła i innych wiejskich smakołyków ładowała na plecy zaraz po północy, żeby dojść do odległej o cztery kilometry stacji kolejowej i zdążyć na pierwszy poranny pociąg, do miasta Łodzi wlaśnie. Grób prababki ostatnio mocno ucierpiał z powodu wichury, która połamała na cmentarzu wiele drzew, natomiast miasto Łódź zmieniło się nie do poznania (a może nie do Poznania…)

Wraz ze zgonem nieboszczki PRL minęła moda na anioł dzieweczki, co to w łódzkich fabrykach „przędły jedwabne niteczki”, więc Łódź zeszła na boczny tor przemian i inwestycji, wlekąc się w ogonie neo-kapitalistycznego postępu, za Warszawą, Krakowem czy Poznaniem. Wysokie bezrobocie i stan ogólnego przygnębienia.

Z tym większą przyjemnością donoszę, że ostatnio zaczęło się to zmieniać. Łódź rozwija się jak szalona, z prząśniczkami albo i bez. Powstają nowe osiedla i inwestycje w rodzaju Manufaktury, która na mordę bije wszelkie amerykańskie shopping malls, że nie wspomnę o warszawskich Złotych Tarasach. Manufaktura powstała na terenach, których właścielem był niejaki Izrael Poznański i na których Wajda kręcił Ziemię Obiecaną. Tereny starej fabryki przekształcono w centrum handlowo-rozrywkowe nie z tej ziemi. Sklepy, restauracje, bezpłatny tramwaj, którym można dojechać do Placu Wolności (kto miasto Łódź trochę zna, wie, że to nie aż tak daleko, ale dobre i to.) W Manufakturze godziny mijają jak minuty, że nie wspomnę o tym, co się dzieje z naszymi wymienionymi na złotówki marnymi dolarami. Jak woda, proszę Państwa, jak woda…

Prababka w najbliższych tygodniach dostanie nowy grobowiec, w miejsce tego zniszczonego przez wichurę, a w Łodzi wreszcie coś się dzieje. Tak więc obydwie – prababka i jej ukochane miasto – dziarskim krokiem podążają sobie do Europy. Jednym słowem – postęp.

Media
Nie da się tego czytać ani oglądać. Ani tych z lewa, ani tych z prawa. Rozróżnienie między informacją a komentarzem nie istnieje, na głównych stronach tzw. opiniotwórczych wydawnictw zamieszcza się mało dowcipne karykatury prawdziwych lub urojonych wrogów politycznych, w artykułach wstępnych swobodnie szafuje się epitetami z rodzaju tych rynsztokowych lub rynsztokowatych. Akurat podczas mojego pobytu w Polsce Wprost(ak) opublikował osławiony fotomontaż Angeli Merkel z cyckami i doczepionymi do tych cycków braćmi Kaczyńskimi. Chyba jednak już wolę pruderyjne Stany, gdzie goły cycek raczej nie ma racji bytu, chyba że w pornografii lub podręczniku medycyny.

C.d.n.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Wychodzi na to, że multimedialna prezentacja polsko-ukraińskiego turnieju Euro 2012 została zerżnięta żywcem z reklamy iPoda firmy Apple. W artykule pt. „Euro 2012 – polsko-ukraiński plagiat?”  „Wprost” pisze, że Apple rozważa wszczęcie kroków prawnych przeciwko organizatorom Euro 2012, bo wykorzystane w filmiku reklamowym pokazanym w Cardiff tańczące sylwetki i motywy muzyczne zostały skopiowane z reklamówki iPoda.

Porównajmy:
1. Spot iPoda – tańczące postacie na kolorowym zielono-czerwonym zmieniającym się tle, muzyka, w rękach – odtwarzacze iPoda, a w uszach – słuchawki:

2. Spot Euro 2012 – tańczące postacie na kolorowym zielono-czerwonym zmieniającym się tle, muzyka, ale zamiast tańca – kopanie piłki:

„Wprost” pisze, że do siedziby głównej Apple w Kalifornii uprzejmie doniósł o sprawie polski oddział Apple. Można się oczywiście spierać, czy to dokładna kopia czy jedynie taka sama stylistka, ale na mój gust – podobieństwo jest uderzające. W Stanach Zjednoczonych wytaczano – i wygrywano – procesy o bardziej subtelne „aluzje” do czyjegoś pomysłu.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Amerykanie są co prawda autorami powiedzenia, że w reklamie sex sells, ale to Polacy doprowadzili je do perfekcji, przynajmniej w sferze nowych mediów. Polskie portale, portaliki i portalątka coraz więcej pracy wkładają w uatrakcyjnienie życia polskiego internauty, a może raczej seksonauty.

Wirtualna Polska na głównej stronie zamieszcza pikantne ploty i linki do galerii z roznegliżowanymi panienkami, portal Gazeta.pl, oprócz środowego dodatku specjalnego do Wyborczej Jak się kochać, czyli co chcielibyście wiedzieć o seksie, oferuje strony tylko dla dorosłych Limetka.pl oraz portal plotkarski Plotek.pl.

Wirtualna Polska
„Motoryzacja” w Wirtualnej Polsce

Jeden Onet – nie wiem, czy przez wrodzoną skromność redaktorów, czy może ze względu na pozycję lidera polskiego Internetu – chwilowo swoje co pikantniejsze newsy dyskretnie ukrywa po kątach, takich jak np. dział „Kultura”, do którego pewnie pies z kulawą nogą by nie zajrzał, gdyby nie apetyczne tytuły w stylu Piękna Tatiana nie zaśpiewa hymnu na Euro 2012 czy Posiadają najbardziej imponujące mięśnie brzucha. Czemu nie nazwać takiego plotkarskiego działu po prostu „Rozrywka”? Ano pewnie dlatego, że „Kultura” zawsze brzmi poważniej.

Onet
„Kultura” w Onecie

Każdy, kto ma trochę do czynienia z marketingiem internetowym, wie, że ilość sprzedanego towaru (sklepy internetowe) oraz liczba sprzedanych reklam (serwisy medialne) jest wprost proporcjonalna do liczby użytkowników, częstotliwości odwiedzin oraz oglądalności stron. Mimo to żadne poważne amerykańskie czasopismo nie zdecydowałoby się na utworzenie w swom serwisie internetowym działu porad erotycznych lub publikację materiałów w rodzaju tych, które w polskich portalach i serwisach internetowych są na porządku dziennym.

Być może przyczyna leży w przysłowiowej amerykańskiej pruderii, bo jak wiadomo w Stanach mainstream media szerokim łukiem omijają wszelką tematykę erotyczną w obawie przed utratą dbających o swój pro-rodzinny image sponsorów – producentów proszków do prania, szamponów i odżywek dla dzieci. Nawet jeśli przyczyną jest pruderia, to przynajmniej wiadomo, czego można spodziewać się po plotkarskim co prawda, ale nigdy nie schodzącym poniżej określonego poziomu serwisie People.com, a czego po stronach w rodzaju TMZ.com czy PerezHilton.com.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Dzisiaj miałam okazję obejrzeć „Fracture” – thriller z Anthony Hopkinsem i Ryanem Goslingiem w rolach głównych (prescreening, w Stanach film wchodzi na ekrany 20. kwietnia). Po pierwszych 15 minutach zastanawiałam się, co może mnie zaskoczyć w filmie, w którym wszystko wiadomo od samego początku, i czy przypadkiem nie trafiłam na jakąś „filmową minę”. Od pierwszych minut wiemy nie tylko, kto zabił (lub raczej kto próbował zabić), ale także, jaki miał motyw. Na dodatek wiemy to nie tylko my – widzowie, startujący z luksusowej pozycji wszechwiedzących – ale także filmowi detektywi.

W tym filmie nic nie jest jednak tak proste, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało i w rezultacie ten dwugodzinny thriller ogląda się na wstrzymanym oddechu (może z wyjątkiem samego zakonczenia, które w pewnym momencie staje się nieco bardziej przewidywalne). Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz zdarzyło mi się zachęcać kogoś do pójścia do kina, ale dziś robię to z czystym sumieniem. A jeśli ktoś szuka jednozdaniowego streszczenia, to brzmi ono tak (wg Stopklatki): Asystent prokuratora okręgowego wplątuje się w skomplikowaną pogoń za niedoszłym zabójcą swojej żony, który został wypuszczony z aresztu w wyniku formalnych uchybień.

Stopklatka pisze, że w Polsce film wchodzi do kin dopiero w sierpniu. Póki co można więc jedynie spekulować, czy i jak przetłumaczony zostanie sam tytuł Fracture – „Rysa”? „Pęknięcie”? Pożyjemy, zobaczymy.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Po wielkiej awanturze  galeria  Lab Gallery na Manhattanie zrezygnowała z wystawienia w Wielkim Tygodniu czekoladowej rzeźby ukrzyżowanego Chrystusa. Zatytułowana My Sweet Lord rzeźba autorstwa Kanadyjczyka Cosimo Cavallaro miała być częścią wielkanocnej wystawy (strona internetowa artysty – www.cosimocavallaro.com).

Rzezba Chrystusa z czekoladyFakt odwołania wystawy stał się początkiem zażartej dyskusji na temat tego, czy artyści powinni ulegać presjom zewnętrznym  i podporządkowywać się oczekiwaniom „nieartystycznego” i „nierozumiejącego” tłumu – w tym przypadku katolików, którzy wysłając setki listów i emaili z protestami dopięli swego i skłonili galerię z wycofania się z tego przedsięwzięcia.

Nie wątpię, że czytelnikom w Polsce cała sprawa może się niebezpiecznie kojarzyć z protestującymi o byle co słuchaczami „Radyja”, mocno jednak odradzam takie podejście do tematu. Przede wszystkim trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że w Stanach Zjednoczonych tego typu kontrowersyjna artystyczna ekspresja na przedmiot swojej swobodnej interpretacji prawie wyłącznie wybiera symbole chrześcijaństwa, a prawie nigdy -islamu, judaizmu czy innych religii.

Powoli zaczynam podejrzewać, że obrońcy wolności artystycznej sami nie są wolni od grzechu pruderii i zaślepienia, o który tak ochoczo oskarżają swoich oponentów. Swiadczy o tym chociażby ich mocno wybiórcze podejście do zagadnienia wolności słowa w sztuce, bo często pieniądze decydują o tym, gdzie „wolno być wolnym”, a gdzie lepiej trzymać się zasad poprawności politycznej. Nie każde przedsięwzięcie artystyczne znajdzie bowiem chętnych do otwarcia portfela sponsorów, najpierw trzeba się więc zastanowić, komu warto się narazić i jakie kontrowersje są bardziej opłacalne.

Czy znalazłaby się w Nowym Jorku galeria zainteresowana wystawieniem czekoladowej figury Mahometa z obnażonymi genitaliami? Jedynie pod warunkiem posiadania solidnego ubezpieczenia od szkód.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Afera ze Zbigniewem zatacza coraz szersze kręgi, bo jak czytam w Daily News, sam Konsul Generalny najjaśniejszej RP w Nowym Jorku Krzysztof Kasprzyk zabrał  głos w tej sprawie. W rozmowie z gazetą konsul miał wyrazić swoje wątpliwości co do tłumaczeń redaktora naczelnego New Yorkera, że rysunek wcale nie był kolejnym ‚Polish joke’. Konsul zapowiedział także, że pośle Remnickowi… butelkę luksusowej polskiej wódki Chopin albo Belvedere, skoro pismo i tak jest zdania, iż Polacy mają skłonność do nadużywania alkoholu (since the magazine apparently believes that Poles are prone to „excessive liquor consumption” he’s sending Remnick „an exquisite Chopin or Belvedere brand Polish vodka.”)

chopin vodka chopin vodka
Gusta się zmieniają: amerykańska reklama wódki Chopin sprzed paru lat i obecnie…

 A może by tak spece od marketingu ruszyli mózgami i zamiast płakać nad stereotypem Polaczka-pijaczka z Greenpointu wykorzystali to w reklamie? Wszyscy dobrze pamiętamy jak tuż przed referendum unijnym dwa lata temu prawica francuska  straszyła elektorat polskim hydraulikiem, który będzie pracował za połowę stawki i zabierze pracę rodowitym Francuzom. Polska Organizacja Turystyczna szybko wpadła na pomysł, aby całą sprawę obrócić w żart i wykorzystać w akcji reklamowej promującej wyjazdy turystyczne do Polski. I w ten oto sposób zrodził się słynny plakat z krzepko dzierżącym w dłoni klucz francuski seksownym polskim hydraulikiem i podpisem „Zostałem w Polsce. Przyjeżdżajcie”, który wkrótce trafił na pierwsze strony europejskich gazet.

Plakat z polskim hydraulikiem

Wtedy ktoś szybko i inteligentnie zamienił negatywny stereotyp na pozytywną promocję Polski, udowadniając, że nawet jeśli Polska kojarzy się  Francuzom z polskim hydraulikiem (a Amerykanom z polską wódką, pierogami czy niemożliwymi do wymówienia imionami!) to nie jest to jeszcze koniec świata.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Po pierwsze – nie Zbigniew, tylko Agnieszka, a po drugie – nie byli wcale pijani, tylko pan w urzędzie gminy nie bardzo wiedział, jak poprawnie napisać „Wioletta”. Zresztą nie o Agnieszkę tu chodzi, ale właśnie o nieszczęsnego Zbigniewa.  Otóż w ostatnim wydaniu popularnego tygodnika New Yorker opublikowany został rysunek autorstwa Roberta Webera, przedstawiający dwoje dzieciaków na przystanku autobusowym. Podpis pod rysunkiem brzmi: „Rodzice dali mi na imię Zbigniew, bo byli pijani” (My parents named me Zbigniew because they were drunk).

new_yorker.gif
© New Yorker

Z powodu tego rysunku rozpętała się cała afera. Polacy dzwonią i piszą do redakcji pisma z protestami przeciw dyskryminacji. Gazety codzienne, w tym Daily News i International Herald Tribune, poświęcają temu tematowi artykuły na swoich łamach. Nowojorski Nowy Dziennik opisuje sprawę z detalami, cytując słowa młodego mieszkańca Greenpointu: „Jeśli żartuje się z czarnoskórych lub Latynosów, to jest się rasistą. Więc ludzie sobie myślą: zamiast tego pożartujmy sobie z Polaków.”  Głos w tej sprawie zabrał także Frank Milewski z nowojorskiego oddziału KPA, który powiedział Nowemu Dziennikowi, że „ten żart jest w pewnym stopniu obraźliwy. Nie jest jednak tak groźny jak inne żarty czy obelgi, z jakimi czasami mamy do czynienia”. Czyli możemy się obrazić, byle nie za bardzo…

Po iluś tam latach spędzonych w Stanach mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że Amerykanie nie mają talentu do wymawiania obco brzmiących imion czy nazwisk i przekręcają je niemiłosiernie. Jedno z pierwszych pytań, jakie zadano mi w nowej pracy brzmiało, czy moje imię ma jakąś łatwiejszą do wymówienia wersję. Hmmm… z tym jest akurat mały problem, bo za zdrobnieniami swojego imienia nie przepadam, a angielska wersja (Agnes) brzmi dla mnie zdecydowanie zbyt staroświecko. Ale wytężyłam pamięć i powiedziałam, że chętnie będę używać swojego imienia z dzieciństwa. Słowo ciałem się stało, i z tej okazji wysłano nawet oficjalny email z instrukcją, jak poprawnie wymawiać imię Isia (pronounced ‚eesha’). 

Z tego powodu wiarygodnie brzmi dla mnie wyjaśnienie redaktora naczelnego New Yorker Davida Remnicka – żart zakłada, że dziecko nie ma polskiego pochodzenia i nie chodziło wcale o kolejny Polish joke, ale po prostu o trudność, jaką dla przeciętnego Amerykanina przedstawia wymowa tego imienia: The heart of the joke is the difficulty in saying the name; there’s no ethnic slur.

Wydawany od 1925 roku New Yorker to ambitne pismo, które słynie nie tylko z publikowanych w każdym numerze rysunków satyrycznych, ale także z doskonałych artykułów na temat kultury oraz publikacji krótkich form literackich. Dla New Yorkera pisali m.in. Vladimir Nabokov, Philip Roth, Alice Munro, John Updike i inni giganci literatury angielskojęzycznej. Nie zakładam więc, że zniżyłoby się do opublikowania rysunku o jednoznacznie rasistowskim przesłaniu.

Z drugiej jednak strony warto się zastanowić nad pytaniem, czy to szacowne pismo opublikowałoby ten sam żart, gdyby użyto w nim jakiegoś trudnego do wymówienia azjatyckiego albo afrykańskiego imienia. „Rodzice dali mi na imię Lakeisha, bo byli pijani”?

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

W Ameryce wszystko jest większe i bardziej wyraźne niż w Europie, nawet te kreślone na czołach wiernych w środę popielcową znaki krzyża. Popiół pokutny, który pamiętam z Polski, był szary, delikatny, dostawało się go tylko odrobinkę, bardziej na włosy niż na czoło. Nigdy nie pobrudził ubrania ani nie naruszył makijażu. Popiół amerykański to inna sprawa – jest tłusty i czarny jak smoła, a nakreślony nim krzyż – wyraźny, rozpoznawalny i nie pozostawiający cienia wątpliwości, co do powagi swojego przesłania.

popielec4.jpg

popielec1.jpg

popielec2.jpg

popielec3.jpg

Pod katedrą św. Patryka na Fifth Ave. w porze lunchu stała kilkusetosobowa kolejka czekających na posypanie glowy popiołem i co chwilę pojawiał się jakiś turysta z Japonii albo Tajwanu, zawsze z super lekkim i bardzo srebrnym aparatem fotograficznym, którym robił zdjęcie tego zebranego przed Katedrą tłumu. Egzotyka.

Tak więc chodziliśmy dzisiaj po Manhattanie naznaczeni symbolem pokuty, wreszcie czymkolwiek wyróżniający się w nowojorskim tłumie. A kiedy wracałam do domu autobusem na Queens, mała, sześcioletnia może dziewczynka, wskazując na mnie zapytała: „Mamusiu, dlaczego ona jest taka brudna?”

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Tak, jest łysa. Na glacę, na zero, bez włosów, no hair, completely bald. Zrobiła to parę dni temu, własnoręcznie, a dlaczego – czort to wie, bo kto moze przewidzieć, co artystce przyjdzie do głowy. Potwierdzam wszem i wobec informacje, które od paru dni krążą po Internecie i wzbudzają zainteresowanie godne lepszej sprawy: Britney Spears własnoręcznie ścięła sobie włosy na zero, co z detalami opisano w czasopiśmie People.



Fot. © www.people.com

Nie ukrywam, że są to informacje z trzeciej ręki, bo w Hollywood nie bywam i kontaktów nie mam żadnych, ale ponieważ pracuję w tzw. mediach, dostęp do plotek mniejszych i większych z wielkiego świata (cokolwiek to pojęcie oznacza) mam w momencie, kiedy się rodzą, nawet jeśli wszystkie zostały wcześniej przefiltrowane przez obiektyw Wybrzeża Wschodniego, czyli Nowego Jorku.

Wszystko działo się w salonie fryzjerskim Esther’s Haircutting Studio w Tarzana w Kalifornii, w ostatni piątek po godzinie 19, już po zamknięciu salonu. Britney pojawiła się tam w towarzystwie dwóch ochroniarzy i oznajmiła, że chce sobie obciąć włosy na łyso. Właścicielka salonu Esther Tognozii próbowała odwieść Britney od tego zamiaru, ale na próżno. I stało się, co się miało stać – Britney oznajmiła, że sama sobie zetnie włosy i słowa dotrzymała. Jako że całą robotę odwaliła sama, udało jej się zaoszczędzić co najmniej 20 dolców (rzekomo tyle bierze salon za męskie strzyżenie), i gdybym była właścicielką tego salonu, też raczej nie upierałabym się przy jakiejkolwiek należności. Lepszą reklamę dla salonu trudno sobie wyobrazić.

A nowa fryzura ma być nowym początkiem. Początkiem czego? To dopiero się okaże…

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

W reklamie zawsze znajdzie się miejsce dla chłopa z jajami, takiego jak Kevin Federline. Pomijam fakt, że jeszcze przed trzydziestką został ojcem czworga dzieci (dwoje z byłą girlfriend oraz dwoje z Britney Spears), co samo w sobie jest nie lada wyczynem i dowodem na posiadanie jaj. Były mąż Britney Spears okazał się bowiem człowiekem niepozbawionym poczucia humoru i dystansu do własnej osoby – do tego stopnia, że w wyemitowanym w trakcie dzisiejszego Super Bowl spocie reklamowym zagrał… samego siebie. A dokładniej – samego siebie ze starych dobrych czasów, kiedy był rapperem ze złotym łańcuchem na szyi oraz obecnie, kiedy został przerzucającym hamburgery pracownikiem fastfooda (tę część życiorysu K-Feda wymyślono na potrzeby scenariusza reklamowego).

Puenta reklamy? Life comes at you fast – czyli życie może cię zaskoczyć. Bądź więc przygotowany i inwestuj – najlepiej w firmie ubezpieczeniowej Nationwide Insurance…

Tradycyjnie podczas Super Bowl emitowane są najnowsze, najdroższe i często najlepsze amerykańskie reklamy roku. Popularność i oglądalność tego wydarzenia sportowego w Stanach bije wszelkie rekordy, nic zatem dziwnego, że reklamodawcy bez mrugnięcia okiem płacą ciężkie pieniądze za emitowane w czasie meczu 30-sekundowe spoty. I nie przeszkadza im to, że wytrawni fani futbolu koncentrują się jednak na meczu, a nie na reklamach.

W normalnych warunkach, kiedy w telewizji leci reklama, wyłączam dźwięk. W trakcie Super Bowl jest akurat odwrotnie – najchętniej oglądam właśnie reklamy, co oczywiście tylko potwierdza fakt, że na futbolu (żeby było jasne – futbolu amerykańskim) znam się jak wilk na gwiazdach, ale z tego wyspowiadałam się już przy innej okazji. I zapewne nie jestem jedyną osobą, która Super Bowl ogląda nie tyle dla sportu, co dla reklam albo dla muzyki…

Oto niepełna lista tegorocznych reklamodawców z Super Bowl, z których każdy zapłacił co najmniej 2.6 mln dolarów za 30-sekundową reklamę:

  • Anheuser-Bush (piwo Budweiser)
  • Coca-Cola
  • Doritos
  • E-Trade
  • Nationwide Insurance (reklama z Kevinem Federline)
  • Pepsi
  • Revlon
  • Taco Bell
  • Toyota

Reklamy z Super Bowl
http://youtube.com/browse?s=sb

Niektóre z tych firm nie próbowały nawet utrzymywać treści swoich reklam w tajemnicy – wręcz przeciwnie, przy pomocy sprytnego marketingu internetowego w wielu wypadkach dokonano tzw. kontrolowanego przecieku, tak jak zrobiła to firma Nationwide Insurance publikując swój filmik reklamowy na kilka dni przed meczem. Tak jak się spodziewano, wokół reklamy zrobiło się dużo szumu. Niestety, przy okazji okazało się również, że niektórzy przedstawiciele fast food industry poczuli się urażeni jej zawartością, a nasz tytułowy chłop z jajami (Federline) musiał przepraszać. Widać nie wszyscy lubią, jak się z nich robi jaja.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »