Podpisano: “mężczyzna”. Ten oryginalny, choć może luźno związany z tematem napis z pewnego muru w moim mieście przypomniał mi się, kiedy dowiedziałam się, że były demokratyczny kandydat do prezydentury John Edwards właśnie poparł Baracka Obamę w jego staraniach o nominację Demokratów. Gdyby nie ten endorsement Edwardsa, ostatnie dni można by określić jako wcale nie najgorsze dla Hillary - we wtorkowych prawyborach w West Virginia Hillary zrobiła z ulubieńca mediów Obamy elegancką sieczkę, bo jak inaczej nazwać podział głosów 67% dla Hillary do 26% dla jej oponenta. Jednak euforia w obozie Hillary trwała krótko, bo dzisiaj John Edwards wylał jej zwolennikom kubeł zimnej wody na głowy ogłaszajac swój endorsement.
Puste półki, kolejki przed sklepami i ludzie wykupujący co się da - w taki oto rzetelny i uczciwy sposób prasa polska informuje o tym, co się obecnie dzieje w Stanach. I dalej:
Amerykańskie sieci handlowe musiały wprowadzić przydziały na ryż, by uchronić się przed tym, że nie starczy go dla wszystkich. Sklepy Costco ostrzegają, że ograniczą też sprzedaż mąki i oleju. Tłumy szturmują sklepy, bo boją się inflacji, kryzysu i nękającego pół świata głodu. (Amerykańskie sklepy racjonują żywność).
Aby dojechać do South Street Seaport na dziewiątą rano na zbiórkę przed dzisiejszym Lymphomathonem, musieliśmy wyjść z domu dobrze przed ósmą. Wiadomo - sobota, więc nowojorskie metro jeździ jak chce. Tak było i dzisiaj - żadnych pociągów ekspresowych z powodu naprawy torów, a jedynie te wlokące się w ślimaczym tempie i zatrzymujące się na wszystkich stacjach na Queensie. Ale i tak bez większego problemu zdążyliśmy, bo marsz zaczynał się dopiero o dziesiątej. Czytaj dalej »
Trzeba być strasznym skurczybykiem, żeby komuś ukraść psa. Do tego małego i chorego. W mojej okolicy na drzewach i słupach od wczoraj wiszą ulotki, rozklejane przez zrozpaczonego właściciela oferującego 1000 dolarów nagrody za odnalezienie psa: jego miniaturowy pudel wyrwał się zza płotu przed dom, aby porozkoszować się kilkoma minutami wolności w wiosennym słońcu i jak najdalej od smyczy. Przypadkowo - a może i nie - na ulicy zatrzymał się przejeżdżający samochód, wybiegła z niego baba-złodziejka, złapała psa i po chwili nie było już śladu ani po samochodzie, ani po psie.
Lymphomathon już w najbliższą sobotę i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie padnę gdzieś na trasie tego 5-kilometrowego marszu. Raczej nie powinnam, bo przecież będą w nim brać udział nie tylko ozdrowieńcy, tacy jak ja, ale także ludzie chorzy i przechodzący ciężkie leczenie, które czasem wydaje się gorsze, niż sama choroba. Trasa poprowadzi przez najciekawsze miejsca w Nowym Jorku, poczynając od South Street Sea Port na południowym Manhattanie przez Brooklyn Bridge aż na sam Brooklyn. Na pewno będzie pięknie, o ile tylko dopisze pogoda.
“Hard Candy” wychodzi 29 kwietnia czyli w przyszły wtorek - płytę zamówiłam na Amazonie już parę tygodni temu, bo nadal mam staroświecki zwyczaj kupowania CD z muzyką, którą lubię. Do tej pory pełnych wersji nagrań z tego najnowszego albumu Madonnny strzeżono jak planów radzieckich łodzi podwodnych - nic poza pilotażowym singlem “4 Minutes” nie ujrzało światła dziennego i nie było wiadomo, czy całość jest utrzymana w hip-hopowym stylu tak jak ten pierwszy singiel. Do ubiegłego tygodnia, bo w ubiegłym tygodniu cały materiał z płyty w niewyjaśnionych okolicznościach ”wyciekł” do Internetu (Madonna’s “Hard Candy” Leak) i jak się dobrze poszuka, znajdzie się większość nagrań z tego albumu. Oczywiście tylko do czasu, bo Warner Music Group ekspresowo usuwa te filmiki z YouTube ze względu na copyright violation.
Najpierw - dwadzieścia przecznic na piechotę. Potem - pięć godzin czekania w porannym chłodzie i południowym słońcu. Na koniec - może pięć sekund, kiedy był w odległości mniej więcej piętnastu metrów od miejsca, w którym przez te pięć godzin stałam. Jeszcze wczoraj rano nie miałam najmniejszego zamiaru jechać na Manhattan, żeby być świadkiem wizyty Papieża w Nowym Jorku, ale wieczorem zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że akurat nie jest to dobry moment, aby rezygnować z zasady, by niczego nie odkładać na później. Nawet jeśli ceną miałby być kolejny atak agorafobicznej paniki.
Coś w sam raz na wtorkowe popołudnie - gwiazda Los Angeles Lakers Kobe Bryant przeskakuje przez JADĄCEGO Aston Martina W ciągu pięciu dni ten filmik obejrzało na YouTube parę milionów ludzi. Wbrew internetowym spekulacjom na temat tego, czy filmik jest autentyczny czy też zmontowany okazuje się, że to po prostu sprytna reklama Nike. No cóż, łatwo przegapić te buty na samym początku. Zabawne i inteligentne - zresztą oceńcie sami:
Podobno wracają do Polski i nie do końca wiadomo, czy bardziej z powodu padającego na pysk funta oraz dolara, czy też za sprawą tzw. cudu Tuska (jak ktoś zna definicję, niech do mnie napisze). Z Ameryki - już od pewnego czasu, a teraz podobno także z Wysp. Jeszcze niedawno media brytyjskie załamywały ręce nad najazdem Polaków na Wyspy, a tutaj okazuje się, że polskie pospolite ruszenie co prawda nadal trwa, ale tym razem w drugą stronę - Polacy z Anglii pakują funciaki do walizek i z Wysp grzeją z powrotem do Polski.
W ostatnich miesiącach brytyjskie media coraz częściej z niepokojem wspominają o tym, że polscy emigranci zaczynają wracać do domu. Z niepokojem, bo to oznacza, że na Wyspach będzie trudniej o tanią i wykwalifikowaną siłę roboczą. (Wielki powrót z Wysp)
Dzisiaj amerykańskie władze federalne rozpoczęły przyjmowanie podań o wizy pracownicze H-1B na rok budżetowy 2009 (Visa Application Period Opens for Highly Skilled Workers - New York Times). Znawcy tematu przewidują, że tak samo, jak w latach ubiegłych, cała pula zostanie wyczerpana w ciągu jednego albo dwóch dni, zwłaszcza że firmy takie, jak Microsoft oraz Google oraz ich podwykonawcy rzucą od razu po kilkanaście tysięcy aplikacji. Od paru lat co najmniej amerykańskie wizy pracownicze H-1B najczęściej trafiają w ręce programistów komputerowych. Do zdobycia jest tylko 65 tys. wiz, czyli tak naprawdę bardzo niewiele w stosunku do liczby zainteresowanych.