Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Nowy Jork’ Category

Przyszłam, zobaczyłam, zagłosowałam. Ze względu na różnicę czasu, po naszej stronie Atlantyku wybory odbywają już dzisiaj, czyli w sobotę. Zarejestrowawszy się wcześniej na liście wyborców w Konsulacie w Nowym Jorku, spełniłam – a może raczej popełniłam – swój patriotyczny obowiązek i oddałam głos w wyborach do Sejmu i Senatu kraju, w którym nie mieszkam od piętnastu lat.  Jak tłumaczyłam przy innej okazji, głosowałam na partię, która wydaje mi się najmniej bezsensowna biorąc pod uwagę wszystko, co się teraz w Polsce dzieje. Nie napiszę, na jaką, bo tak czy inaczej zawsze znajdzie się ktoś, kto zaliczy mnie do wykształciuchów-moherowych beretów-komuchów (niepotrzebne skreślić). Powiem tylko tyle, że decyzję podjęłam w ostatniej chwili, po kolejnym przeanalizowaniu listy nazwisk osób kandydujących z ramienia każdej partii.

Wygląda na to, że jestem swing voter, który do końca nie wie, na kogo odda głos i który w każdej chwili może zmienić zdanie, przynajmniej w polskich wyborach. Ważne jest to, że głosowałam w zgodzie z własnym sumieniem i że na tegoroczne wybory stawiłam się… w dniu wyborów, a nie na przykład dzień później. Z bólem serca muszę wyznać, że parę lat temu mojej uwadze umknął istotny fakt, że w Stanach Zjednoczonych głosuje się dzień wcześniej niż w Polsce – u was w niedzielę, a u nas w sobotę. Było-minęło, ale do dziś pamiętam rześki rechot, którym powitano mnie wtedy w Konsulacie, więc od tego czasu uważnie czytam wszelkie przedwyborcze obwieszczenia w prasie polonijnej.

Dzisiejsze wybory w Konsulacie na Manhattanie wyglądały jak na obrazkach poniżej. Okazuje się, że Polacy w Stanach rzadko noszą nazwiska zaczynające się od liter T-Z, dzięki czemu nie musiałam stać w kolejce do złożenia podpisu na liście obecności, w odróżnieniu od wszelakich Jarczewskich, Kowalskich czy Nowaków.

wybory-2007-nowy-jork_1.jpg

wybory-2007-nowy-jork_2.jpg

wybory-2007-nowy-jork_3.jpg

wybory-2007-nowy-jork_4.jpg

wybory-2007-nowy-jork_5.jpg

Podobno na Greenpoincie od rana ustawiła się długa kolejka do głosowania. W Konsulacie kolejki co prawda nie było, ale już o dziewiątej rano było sporo ludzi. W samym Nowym Jorku zarejestrowało się do wyborów ponad 14 tys. osób, a w całych Stanach – ponad 40 tys.

Polacy w Stanach głosują inaczej niż w Polsce, zwłaszcza starsze pokolenie. Dla nich solidarnościowy mit, antykomunizm, Bóg-Honor-Ojczyzna liczą się chyba bardziej niż usprawnienie systemu podatkowego lub wprowadzenie ułatwień biznesowych w Polsce, w związku z tym przewiduję, że wybory w Stanach wygra PiS, na drugim miejscu – głównie dzięki młodszej emigracji – znajdzie się Platforma, a za nimi cała reszta. Już za kilkanaście godzin okaże się, czy miałam rację.

Nie sądzę też, aby wybory tutaj miały większy wpływ na ogólny wynik, mogą mieć co najwyżej znaczenie symboliczne. Nie ma nas w Stanach aż tak wielu, a jeszcze mniej jest tych, którzy są w miarę na bieżąco z polską polityką i głosują, więc chyba wam za dużo w tych wyborach nie namieszamy.

Teraz już wszystko w rękach konia.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Nie mogę sobie odmówić przyjemności opublikowania listy Top Ten tegorocznej Parady Pułaskiego. Pierwsza dziesiątka została wybrana jednogłośnie przez jury w jednoosobowym składzie, bez pytania o zdanie szwagra ani komitetu. Kolejność nie do końca przypadkowa, a zamiast uzasadnienia – materiał fotograficzny.

1. Najlepszy profil grupowy:
IMG_0313
2. Najbardziej patriotyczne wąsy:
IMG_0319
3. Najlepsza kondycja (Orkiestra OSP Wyszków, co najmniej dwukrotny przemarsz w Paradzie): IMG_0279
4. Najbardziej oryginalna prezentacja (K-Dron Janusza Kapusty):
IMG_0227
5. Najbardziej oryginalny strój – kategoria ludzka:
IMG_0156
6. Najbardziej oryginalny strój – kategoria psia:
IMG_0201
7. Najlepsza para taneczna:
IMG_0127
8. Najlepszy makijaż patriotyczny:
IMG_0085
9. Najlepsza platforma babci (?!):
IMG_0276
10. Najlepsze podsumowanie Parady („Nowy Dziennik” cytując tajskiego sprzedawcę pamiątek z Piątej Alei):
Bo gdy patrzę na polskie dziewczęta, to aż żaluję, że mam dzisiaj dyżur i muszę zostać w sklepie!

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

A było tak, jak widać na zdjęciach poniżej, czyli nie najgorzej. Była to dla mnie pierwsza okazja do przetestowania mojego kupionego tydzień temu Canona PowerShot G9. Z aparatu jestem zadowolna, z własnych umiejętności jego obsługi – trochę mniej, ale nie od razu Kraków zbudowano, a jak na pierwszą sesję zdjęciowa poszło i tak nieźle. Z tego, co udało mi się na ten temat przeczytać, nie jest to aparat dla profesjonalistów, ale solidny aparat do codziennego fotografowania, może nawet więcej, bo oferuje możliwość zapisywania zdjęć w formacie „RAW”, a nie tylko JPG jak poprzednia wersja, i parę innych bardziej zaawansowanych opcji.

IMG_0304

IMG_0305

Jedna z bardziej interesujących (i na pewno najgłośniejszych) grup na Paradzie składała się z kawalkady kilkunastu motocykli, w większości z załogą dwuosobową.

IMG_0354

Nie mogło zabraknąć flag amerykańskich

IMG_0339

IMG_0298

… oraz laureatek lokalnych konkursów Miss Polonia.

IMG_0277

Małe krakowianki są z natury bardzo fotogeniczne,

IMG_0290

… podobnie jak krakowianki trochę starsze. Sądząc po reakcji męskiej części publiczności, firma Vigo zaprezentowała się wyjątkowo pozytywnie i dolary do Polski popłyną terez szerokim strumieniem.

IMG_0249

Piwo Żywiec (i Okocim) zaznacza swoją obecność na Paradzie, a tym bardziej – po niej.

IMG_0244

Tylko kawka? A gdzie pyfko?

IMG_0220

Z przodu kuchenka, z tyłu łazienka – „Nowy Dziennik” dzieli platformę z firmą prawniczą BB Nomberg.

IMG_0103

Panowie z TV Polonia trzymają ostry dyżur na Paradzie.

Aparat jest przede wszystkim szybki, ostrość ustawia się błyskawicznie, przynajmniej w porównaniu z moim poprzednim Sony Cybershot, którym na wystawie psów zdarzyło mi się sfotografować co najwyżej… psie ogony. Do tego ma solidny zoom optyczny (obiektyw 35-210 mm) i dużo opcji zarówno automatycznych, jak i manualnych. I jest niewielki – dla mnie jest to istotne, bo nie będę ciągnąć ze sobą ciężkiego sprzętu. Ten aparat nie tylko robi dobre zdjęcia, ale bez problemu mieści się w damskiej torebce, co też nie jest bez znaczenia.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Niemcy na marszałka swojej parady wybierają Donalda Trumpa albo Henry’ego Kissingera, Portorykańczycy – Jennifer Lopez, zaś Polacy – rok w rok drobnego biznesmena lub polonijnego działacza, o którym nikt poza Greenpointem nie słyszał i pewnie nie usłyszy i o którym żadna gazeta poza „Nowym Dziennikiem” słowa nie napisała. I to wcale nie dlatego, że jego nazwisko jest dla przeciętnego Amerykanina niemożliwe do wymówienia.

Nowy Jork paradami stoi. Nie ma miesiąca, żeby w mieście nie odbywała się jakaś parada – portorykańska, niemiecka, grecka, polska. Zresztą parady mamy tutaj nie tylko narodowościowe, ale także okolicznościowe – na Święto Dziękczynienia, na Halloween, na Columbus Day (to już w najbliższy poniedziałek). No i oczywiście, last but not least, jest także parada gejowska w rodzaju tych, na które nad Wisłą nie wydaje się zezwoleń.

Wróćmy jednak na chwilę do polskiej parady czyli Pulaski Day Parade, bo ta już jutro – nowojorska Parada Pułaskiego tradycyjnie odbywa się w pierwszą niedzielę października. Tak już od 70 lat – jutro mamy okrągłą rocznicę. Cóż nam jednak po rocznicach, kiedy wszystko odbywa się tak samo, jak 70 lat temu? Organizatorzy Parady Pułaskiego obstają przy tym, by do organizacji tej imprezy broń Boże nie dopuści nikogo nowego, bo a nuż dokona przewrotu i paradę „przejmie i zreformuje”…

Tak oto szwagier promuje szwagra, znajomy – znajomego, a w rezultacie na głównego marszałka Parady wybiera się ludzi niewątpliwie porządnych i pracowitych, ale takich, o których mało kto poza naszym polonijnym grajdołkiem słyszał. Jak ktoś nie wierzy, niech zajrzy na oficjalną stronę internetową Parady – www.pulaskiparade.org. Pomijam już mocno leciwy wygląd tej strony (koń jaki jest każdy widzi), ale publikować President’s Message z zeszłego roku po prostu nie wypada.

Omijają więc naszą Paradę media amerykańskie, nie pchają się do niej reporterzy żadnych stacji telewizyjnych (jestem realistką – nie chodzi mi o CNN czy BBC, wystarczyłaby większa relacja na NY1 lub w lokalnym wydaniu NBC czy Foxa). Oczywiście media polonijne nie zawiodą i na pewno dyżurne relacje opublikuje „Nowy Dziennik”, „Super Express” oraz „Gazeta Polska”. Kto wie – może nawet TVP wysłała do Nowego Jorku Maxa Kolonko, czy kto tam teraz trzyma telewizyjny dyżur przy greenpoinckich potańcówkach.

Bogu dzięki, są też strony pozytywne. Cudownym trafem mocno zmurszała oprawa Parady Pułaskiego nie odstrasza polskich studentów z Columbia University, NYU i innych uczelni regionu. Malują sobie na policzkach biało-czerwone flagi, piszą na czołach Kiss me, I’m Polish i ogólnie wnoszą powiew świeżego powietrza. Wielu ludzi poświęca swój prywatny czas i energię, żeby zorganizować występ swojej grupy, szkoły czy parafii, i tylko dzięki nim ta impreza jeszcze jakoś się kręci.


Fot. www.pulaskiparade.com

Sama na Paradę Pułaskiego chodzę co roku – z wyjątkiem pierwszego roku po przyjeździe oraz 2001r., bo po zamachu 11 września parada się nie odbyła. Co roku też mam nadzieję, że ten rok będzie inny – że marszałkiem Parady zostanie Brzeziński, Olbiński, któryś z braci Wachowskich albo Martha Stewart. Póki co płonne to nadzieje, bo nowe idzie, ale stare jedzie.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

W komedii When Harry Met Sally jest scena, w której Sally dzieli się z Harrym zamiarem studiowania w Nowym Jorku. Harry komentuje to tak – a jeśli zakończysz życie „po nowojorsku” – jak ludzie, których śmierci nikt nie zauważy i których zwłoki zostaną odnalezione po dwóch tygodniach? (Finally you die in one of those New York deaths which nobody notices for two weeks until the smell drifts into the hallway.) Może dlatego czasem mam wrażenie, że pies czy kot jest dla wielu w tym mieście odtrutką na samotność i brak rodziny. Zresztą nowojorczycy mają lekkiego bzika nie tylko na punkcie psów czy kotów, ale także innych udomowionych zwierzaków – świnek morskich, oswojonych szczurów i czego tam jeszcze.

W Polsce, zwłaszcza na wsi, pies to tylko pies – stworzenie niższego rzędu, podległe człowiekowi, o które owszem, należy dbać do pewnych granic – aby nie zdechło z głodu czy zimna, które jednak powinno znać swoje miejsce w hierarchii gospodarstwa domowego. Po polsku mówi się, że pies ma swojego „pana”, „panią”, „właściciela”. W angielszczyźnie, oprócz neutralnego owner czyli właściciel, chętnie są używane określenia w rodzaju mommy, daddy i parents, jak w pewnym ogłoszeniu prasowym, kóre niedawno czytałam – pets and their parents are invited…

pieski.jpg

Niedawno znalazłam na YouTube przedstawiony poniżej filmik na temat gadających psów, a dokładniej – na temat psów wydających dźwięki, które przy odrobinie wyobraźni można uznać za słowa lub nawet pełne zdania (po angielsku oczywiście). Takie, jak I want my mama

Podczas ostatniego pobytu w Polsce ktoś zbeształ mnie za to, że na wizytę u weterynarza dla naszych dwóch psiaków wydałam 650 dolarów (część tej sumy to wydatki nie do uniknięcia, takie jak obowiązkowe szczepienia, natomiast reszta – to drobne psie luksusy w rodzaju drogiej szczepionki Revolution, Lean Treats oraz różne takie). Niestety, takie są tutaj ceny za uslugi tego rodzaju, a targowanie się z doktorem – także weterynarzem – póki co do moich zwyczajów nie należy .

Takie pieniądze wydaję na psy, a gdzieś tam ludzie głodują… Pytanie niby na miejscu, warto by się jednak zastanowić, dlaczego podobne pytania rzadko wywołuje informacja, że ktoś kupił auto za 40 tys. dolarów albo pojechał na 2-tygodniową wycieczkę do Indii. Wychodzi na to, że łatwiej zapłakać nad głodem w Afryce słysząc o kilkuset dolarach „zmarnowanych” na psa, niż o kilkudziesięciu tysiącach wydanych na Mercedesa.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Czasy, kiedy na Greenpoincie królowały „szczyre gęby” z Redlińskiego rodem, minęły bezpowrotnie, wypada zatem, panowie i panie, zrewidować swoje poglądy na temat Greenpointu. Redliński swoimi opisami Polaków w Hameryce narobił strasznego zamieszania w głowach ludności czytającej, bo od momentu publikacji książki „Szczuropolacy” a.k.a. „Szczurojorczycy” Greenpoint kojarzony jest powszechnie z typami spod ciemnej gwiazdy (Potejto, Azbest i s-ka), mieszkaniami typu subway oraz stereotypem Polaczka-pijaczka, co to po angielsku ani w ząb, a z całej Ameryki interesują go jedynie „dulary” i robienie na szaro innych rodaków.

Krolewskie Jadlo

Krolewskie Jadlo

Polacy w Nowym Jorku radzą sobie nie najgorzej i wiadomości w stylu, że wszyscy pracują przy zrywaniu azbestu, zmywaniu garów lub zamiataniu ulic są grubo przesadzone (choć też nie ma powodu, aby powyższe zajęcia uznawać za wstydliwe). Przyznaję, pierwsze lata po przyjeździe do Stanów często do łatwych nie należą, bo o pozwolenie na pracę jest tutaj bardzo trudno, a pracując na czarno jest się skazanym na określony rodzaj nisko płatnej pracy, niezależnie od przywiezionego z Polski dyplomu wyższej uczelni.

Polski programista, który przyjeżdża do Anglii, od samego początku może legalnie pracować w tym kraju, o ile w miarę sprawnie posługuje się językiem angielskim. Polski programista w Stanach, jeśli chce pracować w swoim zawodzie, musi najpierw zdobyć pozwolenie na pracę, bo bez niego będzie zaczynał wszystko od zera. Oczywiście inaczej się rzeczy mają, jeśli przyjeżdża tutaj na tzw. wizie pracowniczej i od razu czeka na niego legalna praca za kilkadziesiąt tysięcy rocznie.

Literatura literaturą, a życie – życiem. Tak więc uprzejmie donoszę, że Greenpoint jest cool. Z pobliskiego Williamsburga i zza rzeki czyli z East Village przenosi się tutaj coraz więcej ciekawego towarzystwa, w tym wielu artystów, którzy przerabiają na pracownie stare greenpoinckie fabryki i magazyny. Co za tym idzie – w górę idą czynsze, choć nadal są niższe niż na Williamsburgu (a o Manhattanie nie wspomnę). W tej chwili za wynajęcie na Greenpoincie mieszkania typu studio (kawalerka) trzeba zapłacić min. $800-1000 za miesiąc, za mieszkanie 1-sypialniowe – od $1000-$1200 w górę. A skoro o mieszkaniach mowa, warto wspomnieć, że znany koszykarz Magic Johnson zainwestował spore pieniądze w budowę kompleksu 130 ekskluzywnych apartamentów na Greenpoincie właśnie.

Manhattan Ave.

Szarlotka

Nowe knajpy pojawiają się jak grzyby po deszczu i to nie tylko takie, które serwują pierogi, schabowego i Żywiec. Oczywiście typowo polskich restauracji nadal jest sporo, ale i do nich coraz częściej zaglądają do nich Amerykanie, którzy wcale nie mają problemu ze zjedzeniem kotleta i popiciem go polskim piwem. Moja ulubiona to „Królewskie Jadło” (kiedyś nazywała się „Stylowa”) na rogu Norman i Manhattan Ave. Parę lat temu zmienił się właściciel, co restauracji zdecydowanie wyszło na zdrowie – nowy wystrój i bardziej kreatywne menu.

Time Out New York opublikował niedawno mini-przewodnik po Greenpoincie pt. Going Greenpoint. Jego autorka pod niebiosa wychwala domową polską kuchnię, szczególnie placki po węgiersku w „Christina’s Restaurant” (Manhattan Ave. między Noble i Milton) oraz pierogi w „Old Poland Bakery & Restaurant” (Nassau Ave. przy Humboldt).

Jednym słowem Greenpoint jest OK i nie ma powodu, żeby go uważać za dzielnicę drugiej kategorii.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

W Nowym Jorku sezon wakacyjno-ogórkowy w całej pełni. Nie dość, że raz deszcz, raz spiekota połączona z niemiłosierną wilgotnością powietrza, to na Times Square prawdziwe oblężenie turystów. Nowojorczyków w tym tłumie jak na lekarstwo, bo kto przy zdrowych zmysłach chciałby w żółwim tempie przeciskać się zatłoczonym chodnikiem przez najbardziej zapchaną część miasta. Turyści europejscy, a zwłaszcza niemieccy, mają interesujący zwyczaj chodzenia zwartym pięcioosobowym szeregiem, przez co dokładnie blokują drogę każdemu, kto chciałby ich z którejkolwiek strony ominąć.  Co ciekawe, nie zauważyłam, aby ten zwyczaj uprawiali u siebie w  kraju, zdaje się rezerwują go wyłącznie na wyjazdy zagraniczne.

Z tubylców – głównie Nagi Kowboj, ale on w zasadzie też przyjezdny choć urzęduje na Times Square od bardzo dawna. Od tak dawna, że w pewnym momencie zaczęłam wręcz podejrzewać, że „Nagi Kowboj” to nie osoba, ale zawód, który przechodzi z ojca na syna.  Ale jednak nie – Nagi Kowboj jest tylko jeden, jedyny i niepowtarzalny. Nazywa się Robert John Burck, pochodzi z Ohio i ma 37 lat.

Nagi Kowboj na Times Square

Nagi Kowboj

Podobno w okresie karnawału wyjeżdża z Nowego Jorku na gosścinne występy do Nowego Orleanu, czemu się nie należy specjalnie dziwić, bo nowojorskie zimy do najłagodniejszych nie należą. Trudno go nie rozpoznać – na nogach kowbojki, na głowie kapelusz (kowbojski, a jakże), a na majtkach napis drukowanymi literami: Naked Cowboy. To na wypadek, gdyby ktoś nadal miał wątpliwości, z kim ma do czynienia. 

Do nieśmiałych na pewno nie należy – na swojej stronie internetowej www.nakedcowboy.com zachęca do wysyłania emaili i publikuje nawet swój numer komórki.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Rymu nie dokończę, bo dawno temu postanowiłam, że nie będę tutaj używać wyrazów powszechnie uznawanych za nieprzyzwoite, nawet jeśli czasem trudno się w porę ugryźć w język. Zwłaszcza, kiedy się czyta niektóre informacje na temat USA serwowane czytelnikom przez polskie media. Mała próbka z wczorajszego wydania Gazety Wyborczej„Ostrzeżenie przed huraganem w Nowym Jorku, 9-metrowe fale mogą zalać miasto”:

Nowy Jork musi być przygotowany na atak potężnego huraganu, który spowoduje zalanie części Manhattanu i innych rejonów miasta – ostrzegł sekretarz ds. bezpieczeństwa krajowego Michael Chertoff.

Zdaniem meteorologów, nowojorskiej metropolii grozi atak huraganu o szybkości wiatru powyżej 200 km/godz, który spowoduje powstanie fal o wysokości 9 metrów.

Z kolei portal Wiadomosci24 wie jeszcze dokładniej, że „Nowemu Jorkowi grozi zalanie – nadciąga 7-metrowa fala”

Jak można zaobserwować na stronie internetowej amerykańskiego departamentu NOAA (National Oceanic & Atmospheric Administration), Nowemu Jorkowi i okolicom może grozić w ciągu najbliższych kilkunastu godzin kataklizm!

Hmm… wczoraj trochę popadało. Dzisiaj od rana to samo, musiałam nawet zabrać ze sobą parasol (a parasoli nie cierpię, chyba że plażowe), ale żeby potężny huragan i 7-metrowe fale? I to niby już za parę godzin, bo ta notatka prasowa była opublikowana wczoraj? Mieszkam jakieś 25 minut od wybrzeża Atlantyku, wiec wolałabym wiedzieć co mnie czeka, zwłaszcza że mam na utrzymaniu dwa psiaki, które panicznie boją się grzmotów i błyskawic…

Obie wiadomości oparte są na wyrwanej z kontekstu informacji o jakiejś konferencji prasowej, na której Department of Homeland Security przypomniał, że Nowy Jork powinien być przygotowany do huraganu czy innego kataklizmu. Ale tak samo przecież przypomina się o gotowości policji i wojska do ewentualnego ataku terrorystycznego.

Sezon huraganów trwa na amerykańskim wybrzeżu Atlantyku od czerwca do października listopada i w tym czasie Stany nawiedza od kilkunastu do kilkudziesięcu huraganów o większej lub mniejszej sile, z których każdy otrzymuje własne imię (wbrew powszechnej opinii niekoniecznie żeńskie) zaczynając od pierwszej litery alfabetu. „Potężny huragan” i „fale” raz na ileś tam lat może się zdarzyć w każdym z amerykańskich miast położonych nad Oceanem, i Nowy Jork nie jest pod tym względem wyjątkiem. Zdarzyło się w Nowym Orleanie dwa lata temu, może się zdarzyć i tutaj.

Nie zapominajmy jednak, że amerykańskie służby meteorologiczne w większości przypadków są w stanie prawie bezbłędnie obliczyć trasę i siłę nadchodzącego huraganu, aby dać ludziom czas na ewakuację. Może trudno o tym pamiętać mając w pamięci dantejskie sceny z Nowego Orleanu po Katrinie, ale przed Katriną też było wiadomo, że do Nowego Orleanu zbliża się potężny huragan. To nie służby meteorologiczne zawaliły sprawę, ale FEMA i władze miasta, które po prostu nie były w stanie przeprowadzić sprawnej ewakuacji wszystkich mieszkańców pozbawionych własnego środka transportu albo chcących pozostać w swoich domach.

Prawdopodobieństwo huraganu w Nowym Jorku nie jest dzisiaj większe niż roku temu, jaki więc sens ma opatrywanie informacji na ten temat pseudo-sensacyjnym tytułami? To zapewne pozostanie słodką tajemnicą redaktorów odpowiedzialnych za działy informacyjne (osobiście podejrzewam, że ma to co nieco do czynienia z tzw. oglądalnością stron). Wiadomosci24 można jeszcze rozgrzeszyć – w końcu jest to serwis, gdzie jeszcze wczoraj wiadomością dnia było to, że „Dorota i Tomek zdecydowali się żyć w czystości aż do ślubu” – ale Wyborcza niech się wstydzi.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Konsulat Generalny w Nowym Jorku wprowadza klientów w błąd publikując na swojej stronie internetowej nieaktualne lub niedokładne informacje na temat procedur związanych z ubieganiem się o paszport polski. Jeśli ktokolwiek ma zamiar brać poważnie treści zamieszczone w dziale „Informacja paszportowa”, niech robi na własną odpowiedzialność, bo jest tam kilka błędów rzeczowych na tyle poważnych, że uniemożliwiają złożenie podania o paszport. Moja rada – dzwonić do Konsulatu i trzy razy pytać o każdą rzecz, aby nie narażać się na wielokrotne wyprawy do Konsulatu, zwłaszcza jeśli mieszka się poza Nowym Jorkiem.

Poniedziałek – moja pierwsza wizyta w Konsulacie w celu odnowienia paszportu, który w lutym stracił ważność.  Z wypełnionymi formularzami, starym paszportem i zdjęciami ustawiłam się w kolejce.  W poniedziałek kolejka była spora ponieważ w poprzednim tygodniu Konsulat był nieczynny przez dwa dni ze względu na święta 1 i 3 maja.

Mniej więcej po 20 minutach oczekiwania przypadkowo usłyszałam rozmowę potencjalnej petentki ze strażnikiem, który poinformował ją, że do każdego paszportu wymagane są trzy zdjęcia. Trzy, a nie dwa. Strażnik jak widać dysponuje bardziej aktualnymi informacjami o przepisach paszportowych niż internetowa wizytówka Konsulatu, na której pod nagłówkiem „Wymagane dokumenty” zamieszczono co następuje (podkreślenie moje):

Dwie aktualne fotografie o wymiarach 3,5 x 4,5 cm., wykonane w ciągu ostatnich 6 miesięcy na jednolitym jasnym tle, mające dobrą ostrość, pokazujące wyraźnie oczy i twarz z obu stron (en face).

Ponieważ zgodnie z powyższą instrukcją miałam przy sobie tylko dwa zdjęcia paszportowe, odeszłam z kolejki, aby wrócić następnego dnia, z trzema fotografiami.

Wtorek – moja druga wizyta w Konsulacie, w celu jak wyżej. Kolejka tym razem dużo krótsza, szybko dotarłam więc do okienka, z dokumentami i trzema przepisowymi fotografiami paszportowymi. Moja radość trwa jednak krótko, bo tym razem okazuje się, że umiejscowiony w polskim Urzędzie Stanu Cywilnego akt ślubu jest wymagany nie tylko przy wymianie paszportu ze względu na zmianę nazwiska (informacja opublikowana na stronie internetowej Konsulatu), ale w przypadku kobiet również wtedy, kiedy stary paszport (z nowym nazwiskiem) stracił ważność, a wystawiony był przed 2003 r. zdaje się. Cytuję informację ze strony:

Odpis aktu małżeństwa (oryginał lub notarialnie poświadczona kopia) wydany przez polski Urząd Stanu Cywilnego w przypadku ubiegania się o paszport z powodu zmiany nazwiska lub dokument potwierdzający powrót do nazwiska poprzednio używanego, wydany przez polski USC.

Jest to błędna informacja, niestety. Po raz drugi odchodzę z kwitkiem. Mam ten dokument, ale nie przy sobie.

Sroda – trzecia wizyta w Konsulacie, w celu jak wyżej. Coś chyba jest w powiedzeniu „do trzech razy sztuka”, bo tym razem mam wszystko, co potrzebne i moje podanie zostaje przyjęte. Paszport dostanę już… za cztery miesiące.

Przedwczoraj wysłałam do Działu Wizowo-Paszportowego Konsulatu email z prośbą o poprawienie błędów na stronie informacji paszportowej, ale póki co Konsulat dyskretnie milczy na ten temat i błędów nie poprawia.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Po krótkiej przerwie czas na małe sprawozdanie z polonijnego podwórka, które będzie zapewne interesujące jedynie dla osób mieszkających po tej stronie Atlantyku. Trudno – niniejszy Salon, jak sama nazwa wskazuje, jest Salonem nowojorskim…

Najpotężniejsza polonijna firma na Wschodnim Wybrzeżu USA – Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa – pod koniec maja organizuje wybory do Rady Dyrektorów. Statut P-SFUK orzeka, że raz w roku musi ona wymienić jedną trzecią swojego zarządu i odbywa się to poprzez demokratyczne wybory. Co ciekawe, spośród ponad 70 tys. członków P-SFKU każdego roku w głosowaniu bierze udział niewiele więcej niż 3 tys., bo większość zawiadomienia o wyborach najzwyczajniej w świecie wyrzuca do kosza.

Kiedyś – dawno, dawno temu – odsyłałam do Unii wypełnione karty do głosowania, jednak przestałam to robić w momencie, kiedy okazało się, że dość często do Rady Dyrektorów trafiają ludzie mocno ze sobą skłóceni. Wewnętrzne konflikty utrudniają pracę P-SFUK do tego stopnia, że jakiś czas temu w tej szacownej instytucji z aktywami wynoszącymi ponad 1 mld. dolarów wprowadzono zarząd komisaryczny. W tym roku mam dodatkowy powód, aby nie głosować – taki mianowicie, że parę tygodni temu trafiła do mojej skrzynki emailowej ulotka w stylu najlepszych peerelowskich donosów na temat tego, na kogo broń Boże NIE głosować… Jeśli metody reklamy negatywnej wobec konkurencji stosuje się, aby zdobyć poparcie dla swojego kandydata, to ja wolę trzymać się z daleka od tego typu akcji i nie głosować na nikogo.

Pocieszam się tym, że rodacy w Polsce nie pozostają w tyle i że zabawa w donosy jest w Starym Kraju zajęciem nadal bardzo popularnym (jedna z wiadomości opublikowanych ostatnio w portalu Interia.pl nosiła tytuł Rzeczpospolita donosicielska). Czyżby cecha narodowa?

Telewizja Polska pod koniec marca uruchomiła nowy portal telewizji interaktywnej www.itvp.pl – dla odbiorców w Stanach niestety w dużej części bezużyteczny, bo TVP blokuje niektórym użytkownikom spoza Polski dostęp do wielu programów (m.in. Wiadomości, Teleekspressu i Panoramy).

TVP nie pofatygowała się nawet, aby zamieścić gdzieś krótką informację, jakie kraje nie są godne zaszczytu oglądania w Internecie polskiej telewizji. Przy próbach załadowania plików wideo pojawia się jedynie dość enigmatyczny komunikat Dostęp do tego materiału nie jest możliwy z terytorium kraju z którego się z nami łączysz. Co ciekawe, TVP bez problemu pozwala rejestrować się w portalu użytkownikom ze Stanów.

Jako że jestem dociekliwa, napisałam do TVP z uprzejmym zapytaniem, jakie kraje są objęte tą blokadą. Ponieważ Telewizja Polska na razie pracuje nad zredagowaniem odpowiedzi na moje pytanie, podzielę się pewnym sekretem. Otóż blokada jest momentami dziurawa – wystarczy poklikać trochę na linkach Wybierz jakość: strumień 700kbps / strumień 70 kbps i jest szansa, że program się jednak włączy (zaznaczam, że jest to metoda bez gwarancji i działa od przypadku do przypadku, czasem na FireFoxie, a czasem na Explorerze).

LOT przeprojektował swoją stronę internetową www.lot.com. Sama już dawno temu zarzuciłam wchodzenie pod ten adres, bo przeglądarka zawieszała mi się z powodu mocno nieudolnie zrobionego filmiku Flasha na głównej stronie, więc chwała LOT-owi za tę zmianę. Wszystko wygląda teraz dużo lepiej.

A skoro jesteśmy juz przy temacie LOT-u, mój bilet Nowy Jork – Warszawa na drugą połowę czerwca kosztował ponad 1000 dolarów… Ouch!

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

« Newer Posts - Older Posts »