Feeds:
Wpisy
Komentarze

Ten filmik jest tak dziwaczny, że poważnie zastanawiam się, czy ktoś go nakręcił dla hecy, czy też jest to faktycznie lekcja angielskiego dla japońskich gejsz. Jest też trzecia możliwość – jest to lekcja angielskiego nie dla gejsz, ale dla prostytutek „z wyższej półki”, które chcą uchodzić za gejsze albo wprowadzają takie elementy do swoich usług dla zachodnich klientów. (Wiem, że wiecie, że gejsze nie były i nie są prostytutkami, wspominam tylko na wszelki wypadek, jakby ktoś zapomniał…)

No cóż, nie udało mi się ustalić kim jest grupa docelowa filmiku, ale slang jest autentyczny, gdyby ktoś miał co do tego wątpliwości – przynajmniej dwie pierwsze lekcje;)

Do następnego razu!
Agnieszka

Polak w superwtorek

Po wczorajszym superwtorku Amerykanie są zasypywani podsumowaniami, kto i na kogo głosował. Dowiedzieliśmy się, że wśród Demokratów białe kobiety najchętniej głosowały na Hillary Clinton, emeryci – podobnie, natomiast studenci – na Obamę. Z kolei wśród Republikanów wyborcy o konserwatywnych poglądach oddali swoje głosy na Mike’a Huckabee, a ci bardziej umiarkowani – na Johna McCaina. Z tym Huckabee to jest w ogóle dziwna sprawa – facet jest bardzo utalentowanym mówcą (jakby nie było – kaznodzieja) i sama kilka razy łapałam się na tym, że słucham jego przemówień i wywiadów z otwartymi ustami, mimo że jego poglądy raczej średnio mi odpowiadają.
Czytaj dalej »

PaszportMimo piętnastu lat spędzonych w Stanach, dopiero od roku jestem szczęśliwą posiadaczką paszportu amerykańskiego i jako świeżo upieczony obywatel USA dzisiaj po raz pierwszy miałam okazję głosować w amerykańskich wyborach. A konkretnie – w prawyborach partii demokratycznej, bo w dniu przyjęcia obywatelstwa USA ponad rok temu przezornie wybrałam opcję „registered Democrat” (wyborcy niezależni czyli „independents” w stanie Nowy Jork nie głosują w prawyborach).
Czytaj dalej »

Projektantom mody najwyrazniej znudziło się prezentowanie ciuchów przy udziale żywionych papierosami i szampanem anorektycznych modelek. Wychudzone kończyny, zapadnięte policzki oraz interesująca bladość lica przestały robić na kimkolwiek wrażenie, bo to przecież norma – na pokazach mody przynajmniej. Aby osiągnąć zamierzony efekt, trzeba więc korzystać z mocniejszych środków wyrazu.

Najlepiej z Apokalipsy rodem. W tym tygodniu na pokazie w Paryżu brytyjski projektant John Galliano zaprezentował tę oto kolekcję mody męskiej na sezon jesienno-zimowy 2008:

To drugie zdjęcie niewątpliwie przypomina inne, opublikowane wcześniej przy zdecydowanie mniej radosnej okazji (Guantanamo? Abu Ghraib?) No cóż, jesli projektanci mody wykorzystują swoje pokazowe kolekcje do bardziej lub mniej dyskretnego komentowania wojen i polityki jest to niewątpliwie znak, że koniec świata jest już bliski, niezależnie od tego, czy autorem pomysłu jest Galliano czy też United Colors of Benetton.

Pozostaje tylko czekać, aż kolekcja pojawi się na ulicach Paryża i Nowego Jorku, bowiem nic tak nie poprawia kobiecie apetytu przed śniadaniem, jak przystojniak w majtkach i siekierą w plecach, ewentualnie z pętlą na szyi (rogi u mężczyzny są natomiast zdecydowanie mniej intrygujące…). Szkoda, że nasz nadwiślanski klimat ogranicza tego rodzaju kreatywność, a dodanie kalesonów do tego stroju niestety popsuje efekt.

Do następnego razu!
Agnieszka

„Dziennik” uprzejmie doniósł, że fora internetowe aż huczą na temat wojny, jaką „Gazeta Wyborcza” rzekomo wytoczyła serwisowi Nasza-Klasa.pl. Internauci zarzucają GW, że prowadzi prywatną wojnę z tym portalem, bo projekty społecznościowe Agory (wydawcy GW) – to fiasko. Niestety, „Dziennik” zapomniał dodać, że to nie jego dziennikarze, ale niejaki Marcin Jagodziński (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale naprawdę nie mam zielonego pojęcia, kto to jest) wytropił całą sprawę w swoim blogu Netto.

Sam Jagodziński ochoczo podkreśla, że to właśnie on całą aferę wykrył, a „Dziennik” się tylko podszywa („Dziennik zrzyna”) i że doszło do naruszenia praw autorskich:

przyznam, że jestem zbulwersowany tym, że standardy upadły tak nisko. zapewne po zabezpieczeniu dowodów (dziennik jest znany z usuwania tekstów ze swoich stron).

Hmm… Niech więc ja – zwykły śmiertelnik i czytelnik zarówno gazet, jak i blogów – sobie to wszystko przetłumaczę z polskiego na nasze: Gazeta A zarzuca Gazecie B, że ta wysuwa bezpodstawne zarzuty wobec N-K. Tyle tylko, że tak naprawdę gazeta A (czyli oskarżyciel) popełnia tutaj plagiat „zrzynając” teksty pewnego popularnego blogera. Co jednak nie zmienia faktu, że gazeta B czepia się N-K jak pijany płotu, tak jakby nie było ciekawszych tematów.

Chciałabym więc wiedzieć, kto komu tutaj płaci za teksty i jeśli tak, to ile. Oraz czy ewentualnie te posady w gazetach A oraz B są nadal dostępne…

Do następnego razu!
Agnieszka

Z Naszą Klasą jest trochę tak, jak z Leninem w pewnym starym radzieckim dowcipie: włączam telewizor – Nasza Klasa, biorę gazetę – Nasza Klasa, teraz boję się otworzyć lodówkę… Blogi, gazety, polska telewizja, subskrypcje emailowe – wszędzie tylko Nasza Klasa. Jedni piszą, że za wolno chodzi, co zresztą było zgodne z prawdą mniej więcej do zeszłego tygodnia, drudzy – że nie chroni prywatności, a trzeci – że pierwsi i drudzy po prostu zazdroszczą sukcesu i zamiast narzekać, powinni po stopach całować twórców serwisu w podzięce za możliwość odnalezienia ciotki Zochy, co to dwadzieścia lat temu z jedną walizką wyjechała do Ameryki, a teraz zapisała się do Naszej Klasy.

nasza_klasa.jpg

Znajomi z Naszej Klasy:)

Nie da się ukryć, że z N-K zabawa jest świetna, jednakże z lekkim niepokojem zaczynam u siebie obserwować pewne objawy uzależnienia. Zaglądam rano – czy na klasowej liście obecności nadal tylko siedem osób, czy może odnalazł się ktoś z pozostałej dwudziestki? Zaglądam w południe – może ktoś ze znajomych dodał nowe zdjęcia albo dostałam zaproszenie? Zaglądam wieczorem – w zasadzie nie wiem po co…

A potem zaczyna się podglądanie i podsłuchiwanie. Oglądam zdjęcia znajomych oraz „znajomych znajomych” i utwierdzam się w przekonaniu, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy, co zresztą podejrzewałam już od pewnego czasu. Oto kolega, który w szkolnych czasach brylował na salonach i który rozmową zaszczycał jedynie te wyższe i lepiej ubrane panny, teraz prezentuje się na zdjęciu z łysiną i pokaźnym brzuszkiem. Za to inny, któremu w latach szkolnych nie jeden raz złamano serce, bo był niski i niepozorny, teraz wygląda świetnie: szczupła i wysportowana sylwetka, czupryna lekko szpakowata, ale nadal bujna.

Zaś podsłuchiwanie? O, to jest dopiero radocha – wchodzę sobie incognito na różne fora dyskusyjne – wcale nie mojej klasy czy szkoły – i przysłuchuję się internetowym konwersacjom, narzekaniom na brak pieniędzy, opisom wspólnie spędzonego Sylwestra i wiem nawet, kto się upił oraz kto ma ładną żonę (niekoniecznie ci, których mogłabym o to podejrzewać).

Może po to jest nam potrzebna Nasza Klasa, żebyśmy wreszcie mogli sobie odreagować za szkolne katastrofy i złamane serca;)

Do następnego razu!
Agnieszka

9-minutowy filmik sprzed kilku lat, w którym Tom Cruise pod niebiosa wysławia zalety scjentologii, raz pojawia się na YouTube, Google Video i w kilku innych tego typu serwisach, a raz znika. Okazuje się, że wyznawcy scjentologii bardzo nie lubią jak się z nich stroi żarty – a niezmiennie taki właśnie obrót przybierają komentarze na temat filmiku – tak więc różne internetowe wersje szybko znikają z serwerów. Są usuwane na życzenie Kościoła Scjentologicznego (albo jak twierdzą niektórzy – sekty), który posiada prawa autorskie do tego dziela.

Póki co, filmik można obejrzeć na stronie Gawkera, choć niewiadomo jak długo jeszcze:
http://gawker.com/5002269/the-cruise-indoctrination-video-scientology-tried-to-suppress Trzeba go obejrzeć, bo okazuje się, że nie tylko zwykli zjadacze chleba pozwalają zrobić sobie wodę z mózgu, ale zdarza się to także możnym tego świata.


Akurat zbiegło się to w czasie z publikacją w Stanach nieautoryzowanej biografii aktora autorstwa Andrew Mortona („Tom Cruise: An Unauthorized Biography”). W książce pojawiaję się między innymi stwierdzenia takie jak to, że Tom i jego żona Katie sypiali w różnych skrzydłach wielkiego domu Cruise’a przez cały okres ciąży Katie oraz że ich córeczka Suri tak naprawdę nie jest dzieckiem Toma, lecz poczęta została przy pomocy <i>in vitro</i> z użyciem zamrożonej spermy Rona Hubbarda, który jest założycielem i „ojcem duchowym” scjentologii…

A książka Mortona, która dzisiaj pojawiła się na rynku, jest już na 5. miejscu listy bestsellerów księgarni Amazon.com. Czyżby zanosiło się na kolejny proces o zniesławienie?

Do następnego razu!
Agnieszka

Noworocznie

Informuję, że ostatnia ponad miesięczna przerwa w funkcjonowaniu Salonu właśnie dobiegła końca. Grudzień był mocno zwariowany, nie tyle ze względu na święta, co przez różne większe i mniejsze projekty, którym musiałam poświęcić zdecydowanie więcej czasu, niż bym chciała. Mam nadzieję, że w Nowym Roku to ja zapanuję nad robotą, a nie robota nade mną i że wystarczy czasu na bardziej regularne pisanie.

Tymczasem w Nowym Roku życzę wszystkim dużo zdrówka, miłości i cierpliwości oraz wszystkiego, czego Wam w życiu brakuje.

Do następnego razu!
Agnieszka

… a na dodatek mówi się tam po francusku. Jeśli ktoś potrzebuje małej powtórki ze stolic europejskich, to polecam ten filmik, zwłaszcza, że jest już piątek po południu i można powoli zaczynać przygotowania do weekendu. Klip pochodzi z teleturnieju Are You Smarter Than a Fifth Grader (w Polsce leci pod tytułem „Czy jesteś mądrzejszy od 5-klasisty”), a ta ładna blondynka – to oczywiście Kelly Pickler, finalistka konkursu American Idol sprzed paru lat.  Chyba faktycznie nauczanie geografii w Stanach pozostawia co nieco do życzenia;)

Do następnego razu!
Agnieszka

Przedświątecznie

O zbliżających się świętach przypomina chociażby to, że na choince przed Rockefeller Center zapalono wczoraj światełka. Uroczyście i z wielkim hukiem, przy udziale większych (Celine Dion) i mniejszych (Ashley Tisdale – kto to w ogóle jest?) gwiazd, i wbrew temu, co polskie gazety wypisywały już tydzień temu. To, że kilka dni temu przed Rockefeller Center choinka już stała, to jest fakt niezaprzeczalny, ale samo sprowadzenie choinki tutaj tak naprawdę nikogo to nie obchodzi, bo dopiero uroczystość zapalenia śiatełek jest oficjalnym początkiem holiday season, w Nowym Jorku znanego również jako shopping season.

Wczoraj z tej okazji w okolicach Piątej Alei zebrało się coś koło 100 tys. ludzi i tylko cudem udalo mi się dopchać do stacji metra przy 50. Ulicy i uniknąć stratowania. Wszyscy – ze stacji metra prosto „pod choinkę”, a ja – w przeciwną stronę, byle dalej od choinki, byle do domu, na Queens, do świętego spokoju, do moich psiaków spragnionych kolacji i wieczornych drapanek. Co prawda przez krótką chwilę miałam nawet ochotę pójść do Rockefeller Center i może pstryknąć zdjęcie czy dwa, ale na widok rozwydrzonego tłumu turystów i innych przyjezdnych ten pomysł szybko wywietrzał mi z głowy.

Po co z własnej i nieprzymuszonej woli narażać się na atak paniki, i to w sytuacji, kiedy do weekendu pozostały jeszcze całe dwa dni i trza „robić robotę”? Skrypty się same nie napiszą, niestety.

Na pociechę – zdjęcia z ubiegłego roku. Zapewniam, że w tym roku najsłynniejsza na świecie choinka wygląda dokładnie tak samo, ale jak ktoś nie wierzy, obiecuję, że w najbliższych dniach zamieszczę zdjęcia tegoroczne.

A tak poza tym – ostatnio jestem mocno przywalona pracą. Wszyscy albo chorzy, albo na urlopach, albo w trakcie przeprowadzek. Tylko ja jedna świeżo po urlopie w słonecznej listopadowej Polsce, bez zamiaru przenoszenia się z miejsca „A” do miejsca „B”, zdrowa jak ryba i bez najskromniejszej nawet wymówki, aby nie przyjść do  pracy. 

Do następnego razu!
Agnieszka