Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2008

Projektantom mody najwyrazniej znudziło się prezentowanie ciuchów przy udziale żywionych papierosami i szampanem anorektycznych modelek. Wychudzone kończyny, zapadnięte policzki oraz interesująca bladość lica przestały robić na kimkolwiek wrażenie, bo to przecież norma – na pokazach mody przynajmniej. Aby osiągnąć zamierzony efekt, trzeba więc korzystać z mocniejszych środków wyrazu.

Najlepiej z Apokalipsy rodem. W tym tygodniu na pokazie w Paryżu brytyjski projektant John Galliano zaprezentował tę oto kolekcję mody męskiej na sezon jesienno-zimowy 2008:

To drugie zdjęcie niewątpliwie przypomina inne, opublikowane wcześniej przy zdecydowanie mniej radosnej okazji (Guantanamo? Abu Ghraib?) No cóż, jesli projektanci mody wykorzystują swoje pokazowe kolekcje do bardziej lub mniej dyskretnego komentowania wojen i polityki jest to niewątpliwie znak, że koniec świata jest już bliski, niezależnie od tego, czy autorem pomysłu jest Galliano czy też United Colors of Benetton.

Pozostaje tylko czekać, aż kolekcja pojawi się na ulicach Paryża i Nowego Jorku, bowiem nic tak nie poprawia kobiecie apetytu przed śniadaniem, jak przystojniak w majtkach i siekierą w plecach, ewentualnie z pętlą na szyi (rogi u mężczyzny są natomiast zdecydowanie mniej intrygujące…). Szkoda, że nasz nadwiślanski klimat ogranicza tego rodzaju kreatywność, a dodanie kalesonów do tego stroju niestety popsuje efekt.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

„Dziennik” uprzejmie doniósł, że fora internetowe aż huczą na temat wojny, jaką „Gazeta Wyborcza” rzekomo wytoczyła serwisowi Nasza-Klasa.pl. Internauci zarzucają GW, że prowadzi prywatną wojnę z tym portalem, bo projekty społecznościowe Agory (wydawcy GW) – to fiasko. Niestety, „Dziennik” zapomniał dodać, że to nie jego dziennikarze, ale niejaki Marcin Jagodziński (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale naprawdę nie mam zielonego pojęcia, kto to jest) wytropił całą sprawę w swoim blogu Netto.

Sam Jagodziński ochoczo podkreśla, że to właśnie on całą aferę wykrył, a „Dziennik” się tylko podszywa („Dziennik zrzyna”) i że doszło do naruszenia praw autorskich:

przyznam, że jestem zbulwersowany tym, że standardy upadły tak nisko. zapewne po zabezpieczeniu dowodów (dziennik jest znany z usuwania tekstów ze swoich stron).

Hmm… Niech więc ja – zwykły śmiertelnik i czytelnik zarówno gazet, jak i blogów – sobie to wszystko przetłumaczę z polskiego na nasze: Gazeta A zarzuca Gazecie B, że ta wysuwa bezpodstawne zarzuty wobec N-K. Tyle tylko, że tak naprawdę gazeta A (czyli oskarżyciel) popełnia tutaj plagiat „zrzynając” teksty pewnego popularnego blogera. Co jednak nie zmienia faktu, że gazeta B czepia się N-K jak pijany płotu, tak jakby nie było ciekawszych tematów.

Chciałabym więc wiedzieć, kto komu tutaj płaci za teksty i jeśli tak, to ile. Oraz czy ewentualnie te posady w gazetach A oraz B są nadal dostępne…

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Z Naszą Klasą jest trochę tak, jak z Leninem w pewnym starym radzieckim dowcipie: włączam telewizor – Nasza Klasa, biorę gazetę – Nasza Klasa, teraz boję się otworzyć lodówkę… Blogi, gazety, polska telewizja, subskrypcje emailowe – wszędzie tylko Nasza Klasa. Jedni piszą, że za wolno chodzi, co zresztą było zgodne z prawdą mniej więcej do zeszłego tygodnia, drudzy – że nie chroni prywatności, a trzeci – że pierwsi i drudzy po prostu zazdroszczą sukcesu i zamiast narzekać, powinni po stopach całować twórców serwisu w podzięce za możliwość odnalezienia ciotki Zochy, co to dwadzieścia lat temu z jedną walizką wyjechała do Ameryki, a teraz zapisała się do Naszej Klasy.

nasza_klasa.jpg

Znajomi z Naszej Klasy:)

Nie da się ukryć, że z N-K zabawa jest świetna, jednakże z lekkim niepokojem zaczynam u siebie obserwować pewne objawy uzależnienia. Zaglądam rano – czy na klasowej liście obecności nadal tylko siedem osób, czy może odnalazł się ktoś z pozostałej dwudziestki? Zaglądam w południe – może ktoś ze znajomych dodał nowe zdjęcia albo dostałam zaproszenie? Zaglądam wieczorem – w zasadzie nie wiem po co…

A potem zaczyna się podglądanie i podsłuchiwanie. Oglądam zdjęcia znajomych oraz „znajomych znajomych” i utwierdzam się w przekonaniu, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy, co zresztą podejrzewałam już od pewnego czasu. Oto kolega, który w szkolnych czasach brylował na salonach i który rozmową zaszczycał jedynie te wyższe i lepiej ubrane panny, teraz prezentuje się na zdjęciu z łysiną i pokaźnym brzuszkiem. Za to inny, któremu w latach szkolnych nie jeden raz złamano serce, bo był niski i niepozorny, teraz wygląda świetnie: szczupła i wysportowana sylwetka, czupryna lekko szpakowata, ale nadal bujna.

Zaś podsłuchiwanie? O, to jest dopiero radocha – wchodzę sobie incognito na różne fora dyskusyjne – wcale nie mojej klasy czy szkoły – i przysłuchuję się internetowym konwersacjom, narzekaniom na brak pieniędzy, opisom wspólnie spędzonego Sylwestra i wiem nawet, kto się upił oraz kto ma ładną żonę (niekoniecznie ci, których mogłabym o to podejrzewać).

Może po to jest nam potrzebna Nasza Klasa, żebyśmy wreszcie mogli sobie odreagować za szkolne katastrofy i złamane serca;)

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

9-minutowy filmik sprzed kilku lat, w którym Tom Cruise pod niebiosa wysławia zalety scjentologii, raz pojawia się na YouTube, Google Video i w kilku innych tego typu serwisach, a raz znika. Okazuje się, że wyznawcy scjentologii bardzo nie lubią jak się z nich stroi żarty – a niezmiennie taki właśnie obrót przybierają komentarze na temat filmiku – tak więc różne internetowe wersje szybko znikają z serwerów. Są usuwane na życzenie Kościoła Scjentologicznego (albo jak twierdzą niektórzy – sekty), który posiada prawa autorskie do tego dziela.

Póki co, filmik można obejrzeć na stronie Gawkera, choć niewiadomo jak długo jeszcze:
http://gawker.com/5002269/the-cruise-indoctrination-video-scientology-tried-to-suppress Trzeba go obejrzeć, bo okazuje się, że nie tylko zwykli zjadacze chleba pozwalają zrobić sobie wodę z mózgu, ale zdarza się to także możnym tego świata.


Akurat zbiegło się to w czasie z publikacją w Stanach nieautoryzowanej biografii aktora autorstwa Andrew Mortona („Tom Cruise: An Unauthorized Biography”). W książce pojawiaję się między innymi stwierdzenia takie jak to, że Tom i jego żona Katie sypiali w różnych skrzydłach wielkiego domu Cruise’a przez cały okres ciąży Katie oraz że ich córeczka Suri tak naprawdę nie jest dzieckiem Toma, lecz poczęta została przy pomocy <i>in vitro</i> z użyciem zamrożonej spermy Rona Hubbarda, który jest założycielem i „ojcem duchowym” scjentologii…

A książka Mortona, która dzisiaj pojawiła się na rynku, jest już na 5. miejscu listy bestsellerów księgarni Amazon.com. Czyżby zanosiło się na kolejny proces o zniesławienie?

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Noworocznie

Informuję, że ostatnia ponad miesięczna przerwa w funkcjonowaniu Salonu właśnie dobiegła końca. Grudzień był mocno zwariowany, nie tyle ze względu na święta, co przez różne większe i mniejsze projekty, którym musiałam poświęcić zdecydowanie więcej czasu, niż bym chciała. Mam nadzieję, że w Nowym Roku to ja zapanuję nad robotą, a nie robota nade mną i że wystarczy czasu na bardziej regularne pisanie.

Tymczasem w Nowym Roku życzę wszystkim dużo zdrówka, miłości i cierpliwości oraz wszystkiego, czego Wam w życiu brakuje.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »