Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Podróże’ Category

Przeprowadziłam właśnie przez Internet ciekawą konwersację z działem obsługi klienta pewnego sklepu w USA. I od razu zaznaczam – panowie, których nie interesuje kupowanie ciuchów przez Internet – proszę nie czytać. Poważnie. Bo nic tu nie będzie ani na temat Leppera, ani o kaczyzmie, ani o plakatach, ani o żadnym pro- lub anty- ‚izmie’.

A teraz do rzeczy. Otóż jakieś dwa miesiące temu wypatrzyłam na pewnej stronie  super kieckę – fajny fason, dobra firma, mój rozmiar, do tego na przecenie. Był jeden problem –  sukienka miała być dostępna dopiero w listopadzie. Co mi tam – pomyślałam i zapłacilam kartą kredytową zaznaczając, że towar ma być wysłany, kiedy będzie dostępny. I o całej sprawie zapomniałam.

No i wczoraj sklep uprzejmie poinformował mnie, że owszem – sukienkę mogą mi wysłać, ale pod warunkiem, że potwierdzę swoje dalsze zainteresowanie tym zakupem. Zamiast wysyłać staroświecki email, postanowiłam korzystać z opcji ‚live help’ czyli ‚pomoc na żywo’ przez Internet.

Z mojego doświadczenia w tym temacie wynikało niezbicie, że będę miała do czynienia z komputerem. Poniżej przedstawiam przebieg rozmowy w tłumaczeniu na polski:

Ja: Chcialam potwierdzic zamowienie XXX.
Komputer: Dzien dobry, witamy w naszym sklepie Agnieszka T.! Widze, ze chce Pani potwierdzic zamowienia nr XXX.
Ja: Tak.
Komputer: Czy moze Pani potwierdzic nazwe ulicy, gdzie zamowienie ma byc dostarczone?Prosze nie podawac pelnego adresu, bo nie zapewniamy poufnosci danych.
Ja: Nie rozumiem, o jakie informacje chodzi?
Komputer: Czy moze Pani potwierdzic nazwe ulicy, gdzie zamowienie ma byc dostarczone?Prosze nie podawac pelnego adresu, bo nie zapewniamy poufnosci danych.
Komputer: Tak – XXX, 6. Aleja, Nowy Jork.
Komputer: Dziekuje. Zamowienie jest na sukienke BCBG, rozmiar taki a taki?
Ja: Tak.
Komputer: Dziekuje. Wystawiam ‚FTC wait on the order’. W czym jeszcze moge pomoc?
Ja: Co to jest ”FTC wait on the order’? Ja po prostu chce dostac sukienke, ktorą zamowialam!
Komputer: Email zostal wyslany ze wzgledu na przepisy zwiazane z kartami kredytowymi. Zaznaczylam w systemie, ‚FTC wait on the order’.
Ja: Ja po prostu chce dostac swoje zamowienie, szanowna Pani Komputer!!!

[cisza]

Komputer: Dla Pani informacji  – za kazdym razem, kiedy kontaktuje sie Pani z nasza firma, ma Pani do czynienia z zywym czlowiekiem! Czy moge jeszcze w czyms pomoc?
Ja: Ja… ja… bardzo Pania przepraszam, myslalam ze mam do czynienia z systemem komputerowym. Dobranoc.

Ki czort? Gada jak komputer, wygląda jak komputer, ale to wcale nie jest komputer. Radzę więc dołożyć wszelkich starań, aby nie ranić uczuć pani, która być może tylko udaje, że jest komputerem.

Do następnego razu.
Agnieszka

Read Full Post »

Ameryka ślepa na kolory?

Dużo szumu zrobiło się ostatnio w mediach amerykańskich wokół najnowszej edycji programu „Survivor” (chyba najlepsze polskie tłumaczenie to „Rozbitkowie”), emitowanego przez stację CBS. „Survivor” to nadawany od paru lat reality show, w którym kilkunastu ochotników wywiezionych zostaje na jakąś tropikalną wyspę (w tej edycji są to Wyspy Cooka), gdzie przez 39 dni razem mieszkają, razem zdobywają pożywienie, a  oprócz tego zjednują sobie przyjaciół i wrogów. Po każdym odcinku jeden z uczestników odpada z programu, często – ale nie zawsze – na zasadzie najsłabszego ogniwa.

W grze chodzi o to, aby przetrwać do samego końca – do wielkiego finału, w którym jeden z dwóch graczy otrzyma nagrodę w wysokości miliona dolarów. Jest więc o co walczyć. Cała sprawa jest dość skomplikowana, bo oprócz wytrzymałości fizycznej i zdolności przystosowania się do ekstremalnych warunków trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy i w jakie wchodzić układy, z kim się zaprzyjaznić, a kogo unikać. Bo w ostatecznym rozrachunku to właśnie grupa zadecyduje, komu przypadnie milion dolarów.

W obecnej edycji programu realizatorzy postanowili podzielić uczestników na cztery grupy. Podziału dokonano bardzo nie po amerykańsku, bo według rasy. Mamy więc grupę złożoną z białych, Azjatów, Latynosów i Afroamerykanów. Realizatorzy twierdzą, że chodziło im o to, aby w tym zdominowanym przez białych uczestników programie zwiększyć udział minorities czyli przedstawicieli innych ras. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach w to nie wierzy, bo zapewne chodziło o zwiększenie oglądalności programu, zgodnie z zasadą, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze.

Rzeczywiście – cel osiągnieto, bo wokól tego kontrowersyjnego pomysłu zrobiło sie sporo halasu. Przede wszystkim narusza on oficjalnie obowiązującą wersję, że w Stanach kolor skóry nie ma znaczenia i że w społeczeństwie amerykańskim linie podziału według rasy nie mają miejsca. Każdy, kto chwilę w Stanach pomieszka, szybko jednak zauważy, że poprawność polityczna poprawnością polityczną, a życie – życiem. Czyli z jednej strony wszelkie rządowe reklamy muszą uwzgledniać przedstawicieli różnych ras (aby broń Boże któraś z pominiętych mniejszości nie wytoczyła procesu o dyskryminację), a z drugiej – w niektórych dzielnicach Nowego Jorku nadal pokutuje zwyczaj przebijania opon niemile widzianym gościom.

Wracając do programu „Survivor”, jeśli jego celem była walka ze stereotypami rasowymi, to pierwszy odcinek na pewno nie wypadł po myśli realizatorów. Tak sie bowiem złożyło, że konkurs polegający na rozwiązaniu łamigłówek wygrała grupa azjatycka, natomiast Afroamerykanie wypadli w nim najsłabiej.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Na stronie CNN opublikowano niedawno listę najinteligentniejszych amerykańskich miast (mam pewne wątpliwości co do tego, czy moje tłumaczenie słowa brainiest w pełni oddaje istotę oryginału, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy). Nowy Jork jest już (albo dopiero) na 20. miejscu, co prawda za  Seattle, San Francisco i Waszyngtonem, ale za to przed… Albuquerque, Anchorage i Omaha.

A ja tam wiem swoje – niech tylko taki jeżdżący tramwajem luzer z San Francisco wjedzie swoim wypożyczonym samochodem na Queens Boulvard, wtedy szybko się przekona, kto tu rządzi! Ja to wiem, bo rozpoczynając nauke jazdy popełniłam ten śmiertelny błąd i wjechałam właśnie na Queens Blvd. – słynną nowojorską ulice, na której przejeżdża się przechodniów. (To nie żarty – pewna moja znajoma, ktora Manhattan opuszcza rzadko i niechętnie, uważa, że Queens Boulvard is the street where everybody gets ran over.)

Jak wiadomo, grupowo mieszkańcy Nowego Jorku mówią biegle w co najmniej 100 językach, i w żadnym z nich nie ma słów „prosze” i „przepraszam”. Za to w każdym można płynnie zapytac „What the f**k is wrong with you?” (Co k**a jest z Tobą?)

http://money.cnn.com/2006/08/29/real_estate/brainiest_cities/index.htm?cnn=yes

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Znajomi ze Sztokholmu dali mi właśnie znać, że na rynku połączeń do Polski pojawiły się nowe tanie linie lotnicze, tym razem norweskie – Norwegian Air Shuttle. Po powierzchownym sprawdzeniu ich oferty w Internecie, wydała mi się ona dość zachęcająca, m.in. Szktokholm / Warszawa od 26 euro w jedną stronę.

Niewykluczone, że będę miała okazję sprawdzić tę trasę już jesienią, wtedy na pewno dam znać, jak to wygląda w praktyce. Póki co, warto sprawdzić stronę (rownież w wersji polskiej).

www.norwegian.no/sw22123.asp

Do następnego razu.
Agnieszka

Read Full Post »

« Newer Posts