Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Internet’ Category

Zdjęcie z Flickr dodane przez: sp1ffyd.

To zdjęcie zrobił swoim telefonem komórkowym z promu pasażerskiego niejaki Janis Krums, zaraz po wodowaniu samolotu US Airways na rzece Hudson. Co w tym takiego niezwykłego? Ano to, że zdjęcie natychmiast przesłał do Twittera (a właściwie Twitpic), zanim jeszcze pojawiły się jakiekolwiek relacje telewizyjne.
(więcej…)

Reklamy

Read Full Post »

Wygląda na to, że ktoś się dzisiaj włamał do kanału RSS emigracyjnego bloga „Bye, Bye Poland” prowadzonego przez redakcję Polityki i częściowo zapełnił go reklamą Tramadolu, Viagry i innego badziewia (na żart primaaprilisowy jest o dzień za wcześnie). Czytam ten blog regularnie, na stronie albo przez RSS i dzisiaj przed północą czasu nowojorskiego (szósta rano czasu polskiego), ich RSS feed pod adresem http://emigracyjny.blog.polityka.pl/?feed=rss2 wyglądał mniej więcej tak, jak na pierwszym obrazku, natomiast kod źródłowy – jak na obrazku poniżej:

polityka_rss1a.gif

polityka_rss2a.gif

Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za serwis Polityki nie muszą sobie dorabiać po godzinach sprzedażą środków wzmacniających dla panów i innych tego rodzaju witamin. Zbudźcie się admini, bo nie znacie dnia ani godziny:(

Swoją drogą często zastanawiam się nad zalewem spamu reklamującego produkty tego rodzaju – ktoś musi to jednak kupować, skoro niektórym nadal opłaca się tego typu reklama.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Nasza Klasa jest zapewne jedynym serwisem internetowym ze światowej czołówki, gdzie administratorzy mogą sobie bez jakichkolwiek konsekwencji czy obaw przed utratą roboty o każdej porze dnia i nocy zamykać budę i wieszać kartkę „Wyszedłem na pocztę”, tak jak gdyby byli pracownikami Geesu za czasów Gierka. Żadna pora nie daje gwarancji, że serwis będzie działał, bo wywieszka „W związku z problemami technicznymi trwa przerwa, przepraszamy i zapraszamy ponownie po godzinie 18:00/20:00/24:00” (niepotrzebne skreślić) może się pojawić na portalu w każdej chwili. (więcej…)

Read Full Post »

„Dziennik” uprzejmie doniósł, że fora internetowe aż huczą na temat wojny, jaką „Gazeta Wyborcza” rzekomo wytoczyła serwisowi Nasza-Klasa.pl. Internauci zarzucają GW, że prowadzi prywatną wojnę z tym portalem, bo projekty społecznościowe Agory (wydawcy GW) – to fiasko. Niestety, „Dziennik” zapomniał dodać, że to nie jego dziennikarze, ale niejaki Marcin Jagodziński (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale naprawdę nie mam zielonego pojęcia, kto to jest) wytropił całą sprawę w swoim blogu Netto.

Sam Jagodziński ochoczo podkreśla, że to właśnie on całą aferę wykrył, a „Dziennik” się tylko podszywa („Dziennik zrzyna”) i że doszło do naruszenia praw autorskich:

przyznam, że jestem zbulwersowany tym, że standardy upadły tak nisko. zapewne po zabezpieczeniu dowodów (dziennik jest znany z usuwania tekstów ze swoich stron).

Hmm… Niech więc ja – zwykły śmiertelnik i czytelnik zarówno gazet, jak i blogów – sobie to wszystko przetłumaczę z polskiego na nasze: Gazeta A zarzuca Gazecie B, że ta wysuwa bezpodstawne zarzuty wobec N-K. Tyle tylko, że tak naprawdę gazeta A (czyli oskarżyciel) popełnia tutaj plagiat „zrzynając” teksty pewnego popularnego blogera. Co jednak nie zmienia faktu, że gazeta B czepia się N-K jak pijany płotu, tak jakby nie było ciekawszych tematów.

Chciałabym więc wiedzieć, kto komu tutaj płaci za teksty i jeśli tak, to ile. Oraz czy ewentualnie te posady w gazetach A oraz B są nadal dostępne…

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Z Naszą Klasą jest trochę tak, jak z Leninem w pewnym starym radzieckim dowcipie: włączam telewizor – Nasza Klasa, biorę gazetę – Nasza Klasa, teraz boję się otworzyć lodówkę… Blogi, gazety, polska telewizja, subskrypcje emailowe – wszędzie tylko Nasza Klasa. Jedni piszą, że za wolno chodzi, co zresztą było zgodne z prawdą mniej więcej do zeszłego tygodnia, drudzy – że nie chroni prywatności, a trzeci – że pierwsi i drudzy po prostu zazdroszczą sukcesu i zamiast narzekać, powinni po stopach całować twórców serwisu w podzięce za możliwość odnalezienia ciotki Zochy, co to dwadzieścia lat temu z jedną walizką wyjechała do Ameryki, a teraz zapisała się do Naszej Klasy.

nasza_klasa.jpg

Znajomi z Naszej Klasy:)

Nie da się ukryć, że z N-K zabawa jest świetna, jednakże z lekkim niepokojem zaczynam u siebie obserwować pewne objawy uzależnienia. Zaglądam rano – czy na klasowej liście obecności nadal tylko siedem osób, czy może odnalazł się ktoś z pozostałej dwudziestki? Zaglądam w południe – może ktoś ze znajomych dodał nowe zdjęcia albo dostałam zaproszenie? Zaglądam wieczorem – w zasadzie nie wiem po co…

A potem zaczyna się podglądanie i podsłuchiwanie. Oglądam zdjęcia znajomych oraz „znajomych znajomych” i utwierdzam się w przekonaniu, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy, co zresztą podejrzewałam już od pewnego czasu. Oto kolega, który w szkolnych czasach brylował na salonach i który rozmową zaszczycał jedynie te wyższe i lepiej ubrane panny, teraz prezentuje się na zdjęciu z łysiną i pokaźnym brzuszkiem. Za to inny, któremu w latach szkolnych nie jeden raz złamano serce, bo był niski i niepozorny, teraz wygląda świetnie: szczupła i wysportowana sylwetka, czupryna lekko szpakowata, ale nadal bujna.

Zaś podsłuchiwanie? O, to jest dopiero radocha – wchodzę sobie incognito na różne fora dyskusyjne – wcale nie mojej klasy czy szkoły – i przysłuchuję się internetowym konwersacjom, narzekaniom na brak pieniędzy, opisom wspólnie spędzonego Sylwestra i wiem nawet, kto się upił oraz kto ma ładną żonę (niekoniecznie ci, których mogłabym o to podejrzewać).

Może po to jest nam potrzebna Nasza Klasa, żebyśmy wreszcie mogli sobie odreagować za szkolne katastrofy i złamane serca;)

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

Sprawa fotografii faceta z jabłkiem w odbycie przypomina mi się przy okazji każdej kolejnej dyskusji na temat wolności słowa w Internecie. Dobrych parę lat temu pracowałam w pewnej liczącej się i oczywiście notowanej na NASDAQ-u nowojorskiej agencji reklamowej, która miała wielu klientów z listy Fortune 500, jednym słowem – wśród najbogatszych firm w USA. Jednym z takich klientów była firma X, która – powiem oględnie, aby nie naruszyć tajemnicy zawodowej, za co ktoś nadgorliwy i złośliwy mógłby mnie podać do sądu – zajmowała się wyrobem produktów spożywczych przeznaczonych głównie dla dzieci.

Otóż właśnie na życzenie firmy X zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy zupełnie niesamowity jak na owe czasy website, w którym było wszystko, co wtedy uznawano tutaj za cutting-edge, czyli fantastyczną grafikę, multimedia, interaktywne gry w technologii Flash oraz forum dyskusyjne, na którym dzieciaki – pod czujnym okiem rodziców oczywiście, bo zasady COPPA (Children’s Online Privacy Protection Act) zdaje się już wtedy obowiązywały – mogły sobie gawędzić o szkole, grach komputerowych i ulubionym żarciu, produkowanym przez firmę X, jak łatwo się domyślić. Rok był to 1999 albo 2000 czyli jeszcze zanim cała internetowa gorączka zlota i NASDAQ z wielkim hukiem spadły na głowy naiwnych i żądnych zysku inwestorów giełdowych.

Projekt zaplanowano i zrealizowano z perfekcyjną precyzją i wszystko szło świetnie do momentu, kiedy okazało się, że zbudowane z myślą o dzieciakach w wieku od 10 do 13 lat forum dyskusyjne w dość krótkim czasie opanowane zostało przez osobników mocno podejrzanych, żeby nie powiedzieć – przez typy spod ciemnej gwiazdy. Jako że był to jeszcze okres stosunkowo wczesnego Internetu, ani zleceniodawcy, ani naszej agencji niestety nie przyszło do głowy, aby wyznaczyć osobę odpowiedzialną za funkcjonowanie tego forum i czuwanie nad jego zawartością oraz nad tym, kto i w jakim celu zamieszcza tam posty.

Ponieważ wszystko puszczono na żywioł, bez ograniczen honorując piękną zasadę wolności słowa, pewnego poniedziałkowego ranka na naszym profesjonalnie zaprojektowanym i precyzyjnie zaprogramowanym forum dyskusyjnym znaleźliśmy TO. Opublikowane w weekend zdjęcie faceta z jabłkiem w dupie…

Proszę mnie nie pytać, kto, jak, po co i dlaczego, ani tym bardziej, jak jest to w ogóle wykonalne, że akurat jabłko etc.  Odpowiedź jest tylko jedna – facet opublikował to zdjęcie na tym forum dlatego, że MOGŁ i nikt mu w tym nie przeszkodził. Nigdy nie byłam zwolenniczką cenzury, ani w Internecie, ani w żadnym innym medium, jednakże to, co wtedy zobaczyłam, błyskawicznie pozbawiło mnie mojej internetowej niewinności i przekonało, że wszystko musi mieć granice. Wolność wypowiedzi też. Nie muszę chyba dodawać, że nasze pięknie zaprojektowane forum dla dzieci zamknęło swoje podwoje zanim agencji lub firmie-zleceniodawcy wytoczono proces sądowy.

Jeśli chodzi o wolność słowa, nie ma chyba bardziej liberalnego kraju niż Stany Zjednoczone. Wolność słowa, prasy i mediów – to tutaj rzecz święta i można sobie wieszać psy na prezydencie czy wice-prezydencie bez obawy, że ktoś wytoczy nam proces o zniesławienie (że może to uderzyć po kieszeni, bo klienci wycofają reklamy – to już inna bajka). Ale i w Stanach są granice, których nie wolno przekroczyć, a przekonał się o tym każdy, kto spróbował namalować  sąsiadowi na płocie swastykę albo powiesić  na klamce wypleciony ze sznurka stryczek, o ile oczywiście dał się przyłapać na gorącym uczynku.

Do dzisiaj ciarki lecą mi po skórze na myśl o dzieciakach, które przez nasze niedbalstwo i naiwność oglądały to nieszczęsne zdjęcie.

Do następnego razu!
Agnieszka

Read Full Post »

« Newer Posts