Niemcy na marszałka swojej parady wybierają Donalda Trumpa albo Henry’ego Kissingera, Portorykańczycy – Jennifer Lopez, zaś Polacy – rok w rok drobnego biznesmena lub polonijnego działacza, o którym nikt poza Greenpointem nie słyszał i pewnie nie usłyszy i o którym żadna gazeta poza „Nowym Dziennikiem” słowa nie napisała. I to wcale nie dlatego, że jego nazwisko jest dla przeciętnego Amerykanina niemożliwe do wymówienia.
Nowy Jork paradami stoi. Nie ma miesiąca, żeby w mieście nie odbywała się jakaś parada – portorykańska, niemiecka, grecka, polska. Zresztą parady mamy tutaj nie tylko narodowościowe, ale także okolicznościowe – na Święto Dziękczynienia, na Halloween, na Columbus Day (to już w najbliższy poniedziałek). No i oczywiście, last but not least, jest także parada gejowska w rodzaju tych, na które nad Wisłą nie wydaje się zezwoleń.
Wróćmy jednak na chwilę do polskiej parady czyli Pulaski Day Parade, bo ta już jutro – nowojorska Parada Pułaskiego tradycyjnie odbywa się w pierwszą niedzielę października. Tak już od 70 lat – jutro mamy okrągłą rocznicę. Cóż nam jednak po rocznicach, kiedy wszystko odbywa się tak samo, jak 70 lat temu? Organizatorzy Parady Pułaskiego obstają przy tym, by do organizacji tej imprezy broń Boże nie dopuści nikogo nowego, bo a nuż dokona przewrotu i paradę „przejmie i zreformuje”…
Tak oto szwagier promuje szwagra, znajomy – znajomego, a w rezultacie na głównego marszałka Parady wybiera się ludzi niewątpliwie porządnych i pracowitych, ale takich, o których mało kto poza naszym polonijnym grajdołkiem słyszał. Jak ktoś nie wierzy, niech zajrzy na oficjalną stronę internetową Parady – www.pulaskiparade.org. Pomijam już mocno leciwy wygląd tej strony (koń jaki jest każdy widzi), ale publikować President’s Message z zeszłego roku po prostu nie wypada.
Omijają więc naszą Paradę media amerykańskie, nie pchają się do niej reporterzy żadnych stacji telewizyjnych (jestem realistką – nie chodzi mi o CNN czy BBC, wystarczyłaby większa relacja na NY1 lub w lokalnym wydaniu NBC czy Foxa). Oczywiście media polonijne nie zawiodą i na pewno dyżurne relacje opublikuje „Nowy Dziennik”, „Super Express” oraz „Gazeta Polska”. Kto wie – może nawet TVP wysłała do Nowego Jorku Maxa Kolonko, czy kto tam teraz trzyma telewizyjny dyżur przy greenpoinckich potańcówkach.
Bogu dzięki, są też strony pozytywne. Cudownym trafem mocno zmurszała oprawa Parady Pułaskiego nie odstrasza polskich studentów z Columbia University, NYU i innych uczelni regionu. Malują sobie na policzkach biało-czerwone flagi, piszą na czołach Kiss me, I’m Polish i ogólnie wnoszą powiew świeżego powietrza. Wielu ludzi poświęca swój prywatny czas i energię, żeby zorganizować występ swojej grupy, szkoły czy parafii, i tylko dzięki nim ta impreza jeszcze jakoś się kręci.

Fot. www.pulaskiparade.com
Sama na Paradę Pułaskiego chodzę co roku – z wyjątkiem pierwszego roku po przyjeździe oraz 2001r., bo po zamachu 11 września parada się nie odbyła. Co roku też mam nadzieję, że ten rok będzie inny – że marszałkiem Parady zostanie Brzeziński, Olbiński, któryś z braci Wachowskich albo Martha Stewart. Póki co płonne to nadzieje, bo nowe idzie, ale stare jedzie.
Do następnego razu!
Agnieszka
Read Full Post »