• O Salonie
  • Galeria Salonu
  • PoloniaVideo
  • Polonia.net
  • Kontakt

Salon Nowojorski

Widziane zza Oceanu. O Ameryce i emigracji. Oraz czasami o psach.

Kanały:
Wpisy
Komentarze
« Grubemu zawsze wiatr w oczy
Masakra »

Prawdziwa historia kota z Queensu

Kwiecień 14, 2007 Autor: salon nowojorski

Moje psy mają swoje ulubione i od dawna wydeptane dróżki. To, czy dróżka zalicza się do ulubionych, zależy przede wszystkim od miękkości trawy oraz liczby drzew i zardzewiałych hydrantów ulicznych. Po wyjściu z domu najpierw idziemy tą samą ulicą z trawnikiem idealnie nadającym się do obsikania, po czym w zależności od pogody i nastroju – bardziej mojego niż psiego, choć zdarzają się dni, że pozwalam psom wybrać trasę  – skręcamy albo w lewo, albo w prawo. Drogi na wprost nie wybieramy prawie nigdy, bo Joey – mniejszy i bardziej wrażliwy - nie lubi hałasu, skrzyżowań i ruchliwych ulic.

Droga w prawo oznacza spacer krótszy i trochę mniej urozmaicony, ale za to bardziej refleksyjny: jesienią – sterty opadłych liści ze stuletnich drzew i wydrążone dynie na progach domów, wiosną – kwitnące azalie i magnolie. To właśnie tutaj  od czasu do czasu zamieniam kilka słów ze starszym panem, którego „babusia przyjechała od Polski,” i który jak dziecko cieszy się tym, że ma okazję powiedzieć parę słów po polsku, choćby o pogodzie lub wyższości polskiej kiełbasy nad amerykańskim sausage.

Droga w lewo - to więcej atrakcji, choćby takich, jak dobrze z nami zaprzyjazniony duży czarny pies za wysokim płotem, zza którego od czasu do czasu próbuje nas obsikać, a także szkoła i plac zabaw. Właśnie na tamtej ulicy parę tygodni temu zobaczyłam przyczepione do drzewa ogłoszenie:

Zaginął kot. Stary i chory. Jeśli ktoś go znalazł, proszę zadzwonić pod numer 718-xxx-xxxx.

Ogłoszeń tego typu widzę każdego roku co najmniej kilkanaście – prawie zawsze wydrukowane w kilkunastu egzemplarzach na kolorowej drukarce, z dołączonym zeskanowanym zdjęciem zaginionego zwierzaka.  To o starym chorym kocie przyciągnęło moja uwagę chyba jedynie dlatego, że było jakby z zupełnie innej epoki - napisane drżącą ręką na wydartej z zeszytu w kratkę kartce, każdy egzemplarz nie skopiowany, a starannie przepisany. Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do glowy było to, że właściciel (lub właścicielka) tego starego i chorego kota sam jest w niewiele lepszym stanie. Ale cóż, w Nowym Jorku każdego miesiąca zwierzaków giną setki - zle zapięta obróżka, nie domknięta brama, wypuszczona z ręki smycz i nieszczęście gotowe.  Smutne historie, które rzadko kończą się happy endem.

Wszystko to działo się parę tygodni temu, i o historii zaginionego kota z sąsiedztwa prawie już zapomniałam. Do dzisiaj. Dzisiaj zupełnie przypadkiem otworzyłam lokalną gazetkę The Queens Courier, którą czytam nie częściej niż raz lub dwa razy w roku, i natrafiłam tam na list o następującej treści:

W niedzielę 18 marca zabrałam swoją starą i bardzo chorą kotkę do weterynarza przy Woodhaven Blvd. Bałam się, że trzeba ją będzie uśpić, ale doktor postanowił dać jej antybiotyki, w nadziei, że da się ją jeszcze uratować. Po wizycie zawinęłam ją w koc, aby było jej wygodnie, włożyłam do klatki, a klatkę położyłam na wózek, aby przyciągnąć go do domu.

Niestety, klatka nie była dobrze zamknięta i nie zauważyłam, kiedy moja kotka z niej wypadła. Byłam zrozpaczona, głośno wołałam jej imię, wróciłam tą samą drogą i przez kilka godzin zaglądałam pod każdy zaparkowany samochód. Niestety, bezskutecznie. Nie pozostało mi nic innego, jak powiesić ogłoszenia na drzewach w nadziei, że może ktoś ją znalazł.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie pani Julia i powiedziała mi, że znalazła moją kotkę i że zabrała ją do szpitala weterynaryjnego na leczenie. A potem zobaczyła moje ogłoszenie na drzewie i w ten oto sposób moja staruszka wróciła do mnie! Pani Julia nie chciała nawet zwrotu pieniędzy, które wydała na weterynarza. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.

Kotka jest z powrotem u mnie, ciągle chora, ale jest pod dobrą opieką i dzięki pomocy tej szlachetnej osoby ma szansę przeżyć.

Myrna

Do następnego razu!
Agnieszka

Oceń ten wpis:

Share this:

  • Facebook
  • Twitter
  • Email
  • Więcej
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • Digg
  • LinkedIn

Dodaj do ulubionych:

Lubię
Bądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych.

Napisane w Nowy Jork, Psy, koty i ludzie, Życie w USA | 3 komentarzy

Odpowiedzi: 3

  1. w dniu Kwiecień 14, 2007 @ 8:42 pm A.L.

    Amerykanie kochaja zwierzeta. Jakis czas temu, w Kaliforni, pewna pani biegala po lasku i napadl ja „mountain lion”, (nie wiem jak po polsku) i zagryzl na smierc. Taki duzy kot. Owa pani, samotna matka, osierocila dwojke dzieci. Straz lesna wytropila owego kota i zastrzelila. Okazalo sie ze to byla samica i zostawila 2 kocieta.

    W miejscowej prasie ogloszono dwie zbiorki pieniedzy: na osierocone dzieci i na osierocone kocieta. Po tygodniu zebrano tysiac dolarow na dzeici i sto tysiecy na kocieta

    Acha, tak na marginesie: FDA wydaje rocznie na badania zywnosci dla kotow wiecj niz DOT na badania nad usprawnieniem ruchu drogowego i ulepszeniem technologii budowania autostrad


  2. w dniu Kwiecień 16, 2007 @ 11:08 am cutie-pie

    ja tak troche nie na temat ;-) jak w taki deszcz wychodzisz z psami na spacer? moja Lolka wrocila wczoraj mokra okrutnie. strasznie mi jest jej szkoda – nienawidzi wprost plaszczyku od deszczu i psich ‘pads.’ HELP!!!


  3. w dniu Kwiecień 16, 2007 @ 12:23 pm salon nowojorski

    Kiedy leje jak z cebra, nie wychodzimy wcale:-( A wczoraj cierpliwie poczekalismy na krotki moment przed poludniem kiedy przez jakies pol godziny przestalo lac (tylko lekka mzawka) i poszlismy na szybki spacer.
    Moje psy tez nie lubia deszczu – kiedy pada, wystawiaja nos za drzwi i szybko wracaja do domu.



Możliwość komentowania jest wyłączona.

  • twitter.com/polonianet youtube.com/poloniavideo flickr/salon
    polonia.net »
  • Polonia.net on Twitter

    • "Come on Get Higher" by Matt Nathanson-great song. @kelly_clarkson is next, can't wait! http://t.co/DjpvfQrm 2 weeks ago
    • Matt Nathanson singing right now. 2 weeks ago
    • We're at Radio City waiting for Kelly Clarkson concert! Love her songs! 2 weeks ago
    • If you get a DM saying that "someone is saying terrible things about you", do not click on the link. It's a scam. 3 weeks ago
    • Lodz - the Hollywood of Poland. One of "The 45 Places to Go in 2012" recommended by NYT. http://t.co/40CA6P7C 1 month ago
    Follow @polonianet
  • Wpisz adres email, aby otrzymywać zawiadomienia o nowych tekstach Salonu.

    Join 21 other followers

  • Ostatnio w Salonie

    • Basia w „BB King Blues Club & Grill”
    • Śladem polskich nazwisk na tablicach 9/11 Memorial w Nowym Jorku
    • Nowy Jork przed dziesiątą rocznicą 9/11
    • Trasa koncertowa Basi w USA
    • Święto Pracy bez pracy
  • Ostatnie komentarze

    ewasasiadka on Śladem polskich nazwisk na tab…
    Jan Ksiazka on Nowy Jork przed dziesiątą rocz…
    Jan Ksiazka on Nowy Jork przed dziesiątą rocz…
    A.L. on Basia w „BB King Blues C…
    A.L. on Basia w „BB King Blues C…
    salon nowojorski on Basia w „BB King Blues C…
    w. on Basia w „BB King Blues C…
    resvaria on Śladem polskich nazwisk na tab…
    salon nowojorski on Śladem polskich nazwisk na tab…
    salon nowojorski on Śladem polskich nazwisk na tab…
  • Archiwum

  • Ameryka

    • Gawker
    • Gothamist
    • Jezebel
    • New York: Guest of a Guest
    • Newyorkology
  • Czytam

    • Andrew Sullivan
    • Azrael
    • Between Blank Pages
    • Bogdan Miś
    • Daniel Passent
    • Defendo’s Weblog
    • Hardkor – Łysakowski
    • Jabłkowo – nowojorski blog
    • Laudate
    • Mashable
    • Mediafun
    • Michałkiewicz
    • Mondra Gluwka
    • New York Daily Photo
    • Nieman Journalism Lab
    • Ogólna teoria wszystkiego
    • Paul Krugman
    • Pawian przy drodze
    • Pełna Kultura
    • Photoshop Disasters
    • Proces
    • Rozwój i Świadomość
    • Skuteczny e-marketing
    • Spin Room
    • Szpitalne życie
    • Sławek Sikora
    • Talking Points Memo
    • Tiger in the cat
    • Toteramy, odsłona druga
    • Łódź na nowo
    • Łódź rysowana światłem
  • My zdies' emigranty

    • (nie)świadome życie
    • Ania K.
    • Doxa o ekonomii
    • Futrzak
    • Haderech czyli droga
    • Hameryka
    • Jeż węgierski
    • Kobieta pracująca
    • Marcin z San Francisco
    • Marzenkowo
    • Miski do mleka
    • Na peryferiach Nowego Jorku
    • New York Streets
    • Nowojorskie gadanie
    • Oddalenie.com
    • Res Varia
    • Sporothrix
    • Stardust
    • Swert
    • Windy City
    • Z Hjuston
  • Psie stronki

    • Adopcje psów i kotów
    • Alliance for NYC’s Animals
    • Bobbi and the Strays
    • City Tails
    • DogBlog
    • Dr Michael W. Fox
    • Fotografia psów
    • PeoplePets
    • Petfinder.org
    • Shar Pei z Bonomielli
    • Shih Tzus & Furbabies
    • Sweet Furr
    • Szarik.pl
  • Tematy

    Ameryka Emigracja Film Filmiki Internet Kultura Muzyka Nowy Jork Podróże Polityka Polska Psy, koty i ludzie Społeczeństwo Wybory prezydenckie 2008 w USA Życie w USA
  • Drogi Czytelniku! Pamiętaj, że mój blog świadczy o mnie, zaś Twój komentarz - o Tobie.

Blog na WordPress.com.

Theme: MistyLook by Sadish.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Silnik: WordPress.com
loading Anuluj
Post was not sent - check your email addresses!
Email check failed, please try again
Sorry, your blog cannot share posts by email.